bhgv

bhgv

czwartek, 10 lipca 2014

37. "Kiedy sen staje się rzeczywistością"

37. -Louis?! Co ty tu robisz? Kto cię tu wpuścił?! -zaczęłam gwałtownie obrzucać chłopaka różnymi pytaniami. Wstałam, jednak nie podeszłam bliżej. Oparłam ręce o fotel i patrzyłam w stronę chłopaka, który podszedł bliżej do mnie i zaczął oglądać kosmetyki porozwalane po całej toaletce.
-Nie jestem jakimś nieznajomym, żeby mnie nie wpuszczali. -powiedział ze spokojem w głosie i wziął do ręki tusz do rzęs, sprawdzając wygląd szczoteczki. Przez ten czas w ogóle na mnie nie spojrzał.
-Po co tu przyszedłeś? -skrzyżowałam ręce i zapytałam, unosząc brew i spoglądając na niego. Dopiero teraz zaczęłam się zastanawiać czemu to powiedziałam. Powinnam sie zapytać, czemu przyleciał do mnie aż z Barcelony.
Chłopak slyszac moje pytanie podniósł głowę i spojrzał na mnie, pierwszy raz od naszego emm.. spotkania? Tak to nazwę. Z jego oczu nie mogłam spostrzec żadnych emocji. Wymusił uśmiech.
-Nie pozwoliłaś mi dokończyć czegoś jak rozmawialiśmy przez telefon.
-Nie, po prostu nie miałam czasu rozmawiać.
-Nie, po prostu się wkurzyłaś.
Westchnęłam i przewróciłam oczami, opierając się o szklany blat stolika.
-I po to leciałeś tyle kilometrów, żeby mi to powiedzieć? - zapytałam retorycznie i spuściłam ręce przechylając głowę w bok.
-Nie, po prostu chciałbym pogadac na spokojnie z tobą. -powiedział, podchodząc do mnie i podnosząc mój podbródek, żebym spojrzała mu w oczy.
-Równie dobrze mogliśmy to zrobić przez telefon. -odpowiedziałam, przechylając glowę w bok.
Lou spojrzał na mnie niewyraźnie, jednak potem dodał:
-Ale chciałem cię zobaczyć.
-To mogliśmy przez Skype'a pogadać. -odrzekłam wzruszając ramionami.
Chłopak w odpowiedzi zaśmiał się.
-Jesteś niemożliwa.
-Tak jak i ty.
Poczułam jak opuszkami palców gładzi moje przedramię.
-No... nie cieszysz się, że mnie widzisz? Nie widziałem cię przez 4 miesiące przez tą cholerną trasę. - powiedział to zdanie z niezwykłą odwagą. Skąd moze wiedzieć czy tęskniłam? Pff..
Nie odpowiedziałam, tylko spuściłam głowę, żeby nie zobaczył mojego uśmiechu.
-Wiem,  ze tęskniłaś.. Haha, no chodź do Louiska..-powiedział ze śmiechem i zmienił ton na bardziej słodki.
Pokręciłam głową i zaczęłam się śmiać, po czym wtuliłam się w jego tors.  Po chwili szerokie ramiona mężczyzny mocno objęły moją dosyć szczupłą sylwetkę.
-Nawet nie wiesz jak bardzo cię nienawidzę -zaśmiałam się i podniosłam głowę, spoglądając w jego oczy.
-Też cie kocham.. -odpowiedział, składając na mich ustach szczery pocałunek.
Szczerze? Na prawdę jesteśmy jak stare, dobre małżeństwo.. Kłócimy się tyle samo co wygłupiamy. I za to się chyba kochamy.
-Już nie będziesz puszczać na mnie fochów? -zapytał brunet, chcąc się upewnić.
-..Nie obiecuje. -zaśmiałam się smyrając nosem jego mały zgrabny nosek.
Nasze czułości przerwał odgłos pukania do drzwi, co szybko pogorszyło humor Tomlinson'a.
-Jak to ten idiota to mu przyrąbie. -skomentował a usta ułożył w cienka linię.
Skarciłam chłopaka wzrokiem i krzyknęłam, że można wejść.
Gdy tylko ta osoba się ukazała Louis wypuścil ze świstem powietrze z ust i oparł się łokciem o lustro, a dłonią przeczesywał swoje jak zawsze idealnie ułożone włosy, udając obojętnego.
-Sory, że przeszkadzam, ale Majka, mam dla ciebie po pierwsze, wszystkie rzucone na scenę maskotki -pokazał na pudło leżące za drzwiami. -I... Louis możesz nas zostawić.
-Nie.  -ohh.. kto by mógł sie spodziewać innej odpowiedzi..
-Louis.... -wycedziłam przez zęby.
-No co? -podszedł do mnie, obejmując mnie w pasie. Nachylił się nad moich uchem -Przecież nie mamy przed soba żadnych tajemnic, prawda? -dodał, przygryzając płatek mojego ucha, co widac było, że nie podobało się Mike'owi.
Widząc, minę Mike'a, Louis zwycięsko spojrzał na niego i jeszcze obdarzając moją szyje kilkoma pocałunkami, odszedł, znowu bawiąc się duperelami, ktore leżały na toaletce.
-No trudno.. -wzdrygnął się Mike. -Potem chodź do mojego gabinetu, tam porozmawiamy, wiesz, jak bedziesz wolna.
-Oooj, wieczorem to ona będzie zajęta. -Louis nie przestawał dogryzać blondynowi. Otworzył szminkę i wysunął ją, sprawdzając jej kolor, następnie podniósł wzrok i spojrzał w lustro, a raczej odbicie drugiego chłopaka.
-Powiedziałem, jak będzie wolna. -widać było, że blondyn długo nie powstrzyma nerwów.
-Kochanie.. -brunet obrócił się w naszą stronę. -Nie wiem jak ty, ale my jesteśmy zajęci długo. DŁUGO. -powtórzył, gromiąc Mike'a wzrokiem.
Tomlinson, przesadziłeś.
Menadżer podniósł brwi, patrząc na mnie z uznaniem. Ej! To nie tak jak myślisz! Krzyknęłam w myślach.
-Dobra, niewazne..co mi z tego.. Tak poza tym to hej. Co ty tu robisz? Miło cię widzieć.-powiedział robiąc
sztuczny uśmiech. Louis uśmiechnął się sztucznie i pokiwal głową, ignorując go. -Wiesz, że Alicja i Natasza w następną trasę mają mieć z toba tak? -dodał Mike.
-Tak. -odpowiedziałam, marszcząc brwi. -I co w związku z tym?
-Sony przesłało nam ten list -pokazał mi biała kartkę na której było cos napisane. -Chcą, żebyście w połowie trasy dołączyły do zespołu One Direction.
-Co?! -krzyknęłam.
-No właśnie, co?!! -powtórzył Louis, w momencie włączając się do rozmowy...

poniedziałek, 7 lipca 2014

36 "Kiedy sen staje się rzeczywistością"

Przeprosiny.

Z samego początku chcę was strasznie przeprosić za to, że mnie aż tak długo nie było. jesteście tacy kochani, a ja was tak strasznie nie doceniam. Myślałam, że zapomnieliście o moim blogu i prawie nikt go już nie czyta, ale ostatnio tak z głupoty na niego weszłam i zobaczyłam jak dużo mam od was wiadomości typu "kiedy wrócisz?" "tęsknimy". Ba! A jak zobaczyłam ze codziennie ktoś wbija mi a bloga, sprawdzając czy coś dodałam to aż mi się głupio zrobiło, że was tak ignoruję. Z całego serca przepraszam i postaram się odnowić tego bloga.Ale z racji tego, że jest okres wakacyjny, rozdział będzie się ukazywał raz na tydzień, chyba, ze mi coś wypadnie to będzie co dwa tygodnie lub częściej, jak będę miała czas. Jeszcze raz chce was przeprosić i powiedzieć jak bardzo Was Kocham ♥

36. Siedziałam w jasno oświetlonej garderobie, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. Jasne włosy skręcone w sprężynki, swobodnie opadały na ramiona. Czerwoną szminką maznęłam usta i wydymałam je, sprawdzając, czy wszystko jest okej. 
-Gotowa księżniczko? -zapytał Mike, lustrując mnie uważnie wzrokiem. Zaśmiałam się i wstałam z aksamitnego fotela podchodząc do niego.
-Tak, a wszystko jest zapięte na ostatni guzik, mój menadżerze? -odrzekłam uśmiechając się szeroko i poprawiłam swoje czarne body.
-No ślicznie wyglądasz -zaśmiał się blondyn po czym szybko chwycił za jasnoróżowego tulipana, który był w szklanym wazonie pełnym tych samych kwiatów. -To dla ciebie. -Dodał, puszczając mi oczko.
Spojrzałam zaskoczona na przyjaciela i wzięłam od niego podarunek, wąchając go. Przymknęłam oczy i uśmiechnęłam się zaciągając się tym miłym, delikatnym zapachem.
-Dziękuję - powiedziałam uśmiechając się w stronę Mike'a  i podałam kwiatek swojej stylistce, prosząc, aby włożyła go do wazonu.
Nagle poczułam ciepłą dłoń na swoich biodrach, która przyspieszyła moje tempo.
-Za minute wchodzisz!! -krzyknął Paul, odrywając mnie od Mike'a i prowadząc w stronę wyjścia.
Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo już po chwili stałam na białym krzyżyku.
-Three!! Twoo!! One!! Let's start!! -usłyszałam i poczułam jak coś otwiera się pod moją głową. Podpierając się ręką o jedno biodro i dumnie wpatrując się przed siebie wyjechałam na lekko oświetlona scenę.
Mimo tego, że na uszach miałam słuchawki, dobrze słyszałam pisk fanów. Uśmiechnęłam się delikatnie i zaczęłam się z nimi witać.
-Dobry wieczór Rio!!! -krzyknęłam do tłumu, który na moje słowa zaczął skakać i jeszcze bardziej piszczeć.
Zaśmiałam sie i widząc wchodzące tancerki zaczęłam tańczyć odpowiedni układ, zaczynając zwrotkę piosenki.
Czas mijał szybko, a zabawa wcale nie miała zamiaru się kończyć.
Teraz czas na cover Beyonce -Halo.  Kochałam ta piosenkę i to własnie ją wybrałam na mój własny cover..
Zaczęłam śpiewać a scena zrobiła się ciemna, a po chwili zobaczyłam jak prawie wszyscy fani machają niebieskimi światełkami.
Spojrzałam na Mike'a, który stał przy barierkach i pokazywał mi, żebym ściagnęła słuchawki. Zmarszczyłam brwi i posłusznie ściągnęłam z uszu słuchawki.. I w tym momencie mnie zatkało.. Nigdy wcześniej nie słyszałam, żeby wszyscy tak sie zgrywali. Z wrażenia przestałam śpiewać i usmiechnęłam się szeroko, a fani dalej kontynuowali piosenkę.
-Dziękuje wam. -powiedziałam na końcu, ze łzami w czach. -Dziękuję wam z całego serca. Jesteście kochani. Nie macie pojęcia jak bardzo was kocham!! -krzyknęłam, a gdy skończyłam jakże to swoją długa przemowę usłyszałam krzyki i oklaski.
Jeszcze raz im pomachałam i poczułam jak podstawa zniża się na dół. Podskoczyłam, żeby jeszcze raz im pomachać i posłałam im całusa, po czym zniknęłam, a konstrukcja sie zamknęła.
-Byłaś wspaniała!! -krzyknęli równo wszyscy i podeszli do mnie, przytulając mnie.
Zaśmiałam się i podziękowałam wszystkim za wspaniałą współprace i udałam się do garderoby. Po drodze spotkałam Kate, która podała mi telefon. Nacisnęłam na ekran i zobaczyłam 14 nieodebranych połączeń od Louis'a. Zignorowałam to i weszłam do garderoby siadając na krześle i zdejmując kolczyki.
Nagle zobaczyłam jak ktoś porusza się obok ściany.
-Czemu nie odbierasz? -zapytał dobrze znajomy głos. Podniosłam brwi i gwałtownie się odwrociłam...

sobota, 12 kwietnia 2014

"35. Kiedy sen staje się rzeczywistością"

35. Staliśmy w małym oszklonym pomieszczeniu, które akurat zatrzymało się na samej górze.
-Kocham Cię, wiesz? -powiedział cicho chłopak, podchodząc do mnie od tyłu i opierając podbródek na moim ramieniu.
Spojrzałam na bruneta i zaśmiałam się cicho.
-Ja ciebie bardziej. -odpowiedziałam ściskając jego luźno opuszczone dłonie.
Poczułam jak jego sylwetka zatrzęsła sie ze śmiechu. Obróciłam głowę i spojrzałam na niego, a on posłał mi uroczy uśmiech i zgiął się, następnie skradając mi buziaka. Ścisnął mnie w pasie i na chwilę otworzył oczy, patrząc na mnie, a następnie uśmiechnął się delikatnie dalej mnie całując.
Tą romantyczną chwilę przerwał dźwięk mojego telefonu. Westchnęłam cicho i włożyłam rękę do kieszeni, próbując wyciągnąć telefon, jednak chłopak chwycił moją dłoń i wyciągnął ją z kieszeni.
-Nie teraz.. -przerwał pocałunek i szepnął cicho, następnie kontynuując wcześniejsze zajęcie.
Posłuchałam go, jednak za niecałą minutę ktoś znowu zaczął sie do mnie dobijać.
-Przepraszam.. -powiedziałam odsuwając się od mężczyzny i wyciągając wibrujące urządzenie.
-Tak Mike co chcesz? -zapytałam cicho, na co Louis podniósł brwi,po chwili je marszcząc i mówiąc bezgłośnie "serio?".. Obrócił się na jednej pięcie i obrażony zaczął "podziwiać" nocny krajobraz Londynu.
-Hej jutro masz próbę w studiu w Londynie.. Będziesz? -zapytał radośnie blondyn, czekając aż odezwę sie do niego.
-Tak.. -odpowiedziałam twierdząco kiwając głową. -Jutro 12? -powtarzałam słowa Mike'a i patrzyłam w białą podłogę. -Okej dzięki, to do zobaczenia, pa pa.. -skończyłam i wcisnęłam czerwoną słuchawkę.
-To do ziobacienia pa pa... -usłyszałam jak Louis przedrzeźnia mój głos i robi scenki, lewa ręka w roli Mike'a, prawa w mojej ..  Uniosłam jedną brew i zablokowałam telefon.
-Już? Koniec? Uspokoiłeś się? Wszystko okej? -zapytałam retorycznie, zbliżając się do Tomlinson'a.
-Nie! Nic nie jest okej! -krzyknął chłopak, gwałtownie obracając się w moją stronę, na co cofnęłam się dwa kroki. -Musisz się z nim spotykać?! -zapytał a raczej wrzasnął.
-Tak bo jest moim menadżerem!! -odpowiedziałam tym samym tonem głosu co on.
-A może łączy was coś więcej niż praca? -chłopak momentalnie zbliżył się do mnie bardzo blisko, że moja klatka piersiowa stykała się z jego torsem i podniósł brwi, oczekując szybkiej i prostej odpowiedzi.
-Ty zgłupiałeś?! -zapytałam marszcząc brwi i patrząc na niego niewyraźnie. -Jesteś cholernie zazdrosny! Mam tego dosyć! Może mam zatrudnić menadżerkę?!! A ty jak do 12 w nocy siedzisz w studiu to wszystko jest okej?!! A może jesteś gejem i się umawiasz ze swoim menadżerem?!! -wypaliłam wkurzona całą sytuacją, jednak szybko chciałam cofnąć to co powiedziałam.
Louis spojrzał na mnie i zakrył twarz w dłoniach śmiejąc się cicho..
-Chodzę z tobą to jak mogę być gejem? -zapytał, unosząc brew do góry i patrząc na mnie.
-To nie wyklucza, że jesteś bi!!
-Nie jestem bi..  -odpowiedział śmiejąc się i przybliżył się do mnie, przytulając do swojego torsu. -I własnie dlatego lubię się z tobą kłócić.. Zawsze coś zrobisz, że mój humor się polepszy..
-To nie wyklucza tego, że jestem na ciebie.. -nie dokończyłam, bo chłopak mocniej wtulił moją twarz w swój tors, tak, że nie mogłam nic powiedzieć.
-Już... Spokojnie.. Są walentynki.. Dobra Przepraszam, ale nienawidzę tego typka.. I jestem zazdrosny o każdego kto sie do ciebie przymila.. Nie chcę cie stracić.. -powiedział cienkim głosem mężczyzna i pocałował mnie w czubek głowy.
Nie zdążyłam już nic odpowiedzieć, bo kolejka zatrzymała sie na dole i wyszliśmy z niej, wpuszczając następnych ludzi.
Do domu poszliśmy dłuższą drogą, przez park, obok jeziora i ogólnie omijając miasto..
Weszliśmy do domu a Louis od razu uśmiechnął się jakby zaraz miał wybuchnąć euforią.
-IIiiii... Teraz ten tekst..! -powiedział cicho chłopak sam do siebie, czego ja nie usłyszałam tylko oparłam się cała zmordowana o półkę w holu.
-Moje nogi!! -krzyknęłam pretensjonalnie, po chwili spoglądając na bruneta, który przedrzeźniał mnie. -A tobie co?
-Nic misiu.. Zawsze to powtarzasz.. -odpowiedział śmiejąc się i miziając mnie po nosku.
-To nie było śmieszne.. -mruknęłam wystawiając język w stronę chłopaka.
-To po co nosisz szpilki? -zapytał biorąc mnie szybko na ręce, na wskutek czego pisnęłam. On zaśmiał się tylko i bardziej zacisnął dłonie na mojej sylwetce i skierował się w stronę sypialni.
-Co ty robisz? -zapytałam śmiejąc się cicho.
-Sama zobaczysz.. -mruknął cicho i puścił jedną rękę, szukając klamki. Gdy poczuł okrągły przedmiot od razu go przekręcił i wszedł ze mną do pokoju, nogą zamykając drzwi.
Brunet powoli i ostrożnie położył mnie na łóżku. Zmarszczyłam brwi patrząc na niego.
-Louis.. -powiedziałam cicho, przymykając oczy, czując jak chłopak pocałunkami obdarowuje moją szyję.
-Cii.. Nie teraz.. -powiedział cicho, nie przerywając czynności.
Przewróciłam oczami, jednak po chwili westchnęłam cicho, czując jak przez moje ciało przechodzi przyjemny dreszcz. Chłopak zadowolony z efektów, niepewnie wsunął dłoń pod moją koszulkę..
-Miśki!!!!!! Gdzie jesteście?!! -usłyszałam krzyk Nataszy. Co ona tu do cholery robi?!!
Wystraszona bez żadnego ostrzeżenia pchnęłam chłopaka na ziemię, po czym usłyszałam jego głośny pisk. W momencie wstałam i podeszłam do niego, widząc jak się zwija z bólu.
-Następnym razem jak będziesz chciała mnie zabić.. Powiedz. -mruknął masując swoje żebra.
-Przepraszam.. Ne chciałam żeby było tak..  gwałtownie.. -odpowiedziałam powstrzymując śmiech.
-Widzę to.. -mruknął, zauważając mój uśmiech, a następnie chwycił moją dłoń i wstał. -Zobaczymy następnym razem..
W odpowiedzi posłałam mu buziaka i ścisnęłam jego dłoń, wychodząc z pokoju.
-Tu jesteście! -od razu usłyszałam głos przyjaciółki.
-Co wy tu robicie? -zapytał jeszcze dochodzący do siebie Louis, masując nadal swoje żebra.
-No jak to co? Dzisiaj walentynki! Trzeba sie bawić! Mamy chipsy i film! -Niall uradowany podał brunetowi małe pudełeczko. Chłopak podniósł brwi i zmierzył go morderczo spojrzeniem.
-No właśnie.. Walentynki.. Tylko dwie osoby. -uświadomił blondyna po chwili.
-Czyżbyśmy wam coś przerwali? -zapytał spoglądając na Nat. a nastepnie na nas podnosząc brwi.
Obydwoje spojrzeliśmy p osobie i zasmialiśmy się cicho. Spuściłam głowę czując jak się rumienię.
-Nie Niall to nie o to..
-Dobra dobra.. Już się nie tłumacz.. Trzeba było napisać.. -przerwał mu chłopak i rozbawiony zaczął mu dawać lekcje.
-Idiota.. -stwierdziła dziewczyna nastepnie biorac mnie pod rękę. -Jak było? -zapytała z zabójczym uśmiechem.
-Natka! -krzyknęłam podnosząc brwi.
-No już.. dobra.. Chodźmy lepiej oglądać ten film.. -odpowiedziała rozbawiona i przytuliła mnie mocno, schodząc na dół.
5 minut później chłopcy włączali film a ja z przyjaciółką szykowałyśmy przekąski.
-Możemy już? -zapytała Natasza patrząc na dwójkę.
-Tak chodźcie!! -odpowiedział z salonu Louis. Obydwie skierowałyśmy się z czterema talerzami do nich. Jak wiadomo Niall z Natasza miski i talerze dali najbliżej siebie.. To jest para..
Ja usiadłam przed Louisem opierając się o jego tors. Ten uśmiechnął się delikatnie i przytulił mnie do siebie.
-Miało być troszke inaczej.. -mruknął mi do ucha śmiejąc sie cicho.
-Jest idealnie.. -odpowiedziałam patrząc mu w oczy rozbawiona. On tylko zaśmiał się cicho i pocałował mnie, nastepnie opierając sie z powrotem o oparcie.
-Patrzcie kto idzie! -krzyknęłam, widząc idącego do mnie pieska. Wzięłam go na kolanka i zaczęłam głaskać po puszystej sierści. Jak przewidywałam, maleństwo po chwili rozwaliło się na moich kolanach, czekając na dalsze czułości.. Zaśmiałam się cicho i dalej rozpieszczając mojego pieska oglądałam z resztą film.
Cały wieczór spędziliśmy razem w piątkę..

wtorek, 18 lutego 2014

" 34. Kiedy sen staje się rzeczywistością"

34. "Drogi pamiętniku.. Dzisiaj mamy już 14 lutego.. Nie odwiedzałam cię od 23 grudnia.. Wiec teraz streszczę ci tamte wszystkie dni..
 • Święta przebiegły bardzo dobrze.. Poza faktem, że gdy Natasza witała się z Alicją, o mało co nie zwaliły choinki stojącej w przedpokoju.. W tym roku również o dziwo nie spaliło mi się żadne danie. Aha! Alicja wyszła ze szpitala w święta i jak stwierdzili londyńscy lekarze miała zwykłą grypę.. 
Teraz może przejdę do prezentów: Otóż od Louisa dostałam Iphone'a złoto-białego i wisiorek z małą wstążeczką.. Ja natomiast dałam mu Laptopa i misia, którego ma obowiązkowo przytulać, gdy będę daleko od niego.. Nataszy we dwójkę daliśmy zestaw perfum i czarną sukienkę z koronkowymi zdobieniami.. Niallowi kupiliśmy xBoxa i gre Fifę.. To samo dostał Lou, tylko od drugiej pary. Alicja z Harrym dostali kociaka i różne dodatki do domu, do którego niedawno się wprowadzili, natomiast my dostaliśmy słodkiego, białego pieska z czerwoną kokardką.!! Ja do dzisiaj jaram się nim bardziej bardziej niż Louis swoją Fifą.. Postanowiliśmy nazwać go Tiffy. Słodziak właśnie siedzi koło mnie i grzeje się pod kocykiem.
• Sylwester też minął bardzo szybko.. Wyjechaliśmy do Stanów i tam spędziliśmy Sylwestra z Louisem wśród kolegów i kolezanek z mojej branży.. Oczywiście największym wrogiem bruneta był Mike, z którym prawie co się nie pobił.. Ale tak to było okej..
Teraz znowu jestem z Lou w Londynie, w domu, który kupiliśmy niedawno.. No i co tu jeszcze moge ci napisać.? 
Są walentynki.. z tego co się zapowiada to mój kochany chłopak nic mi nie przygotuje.. Ale co tam.. upiekę mu ciasto.. Niech sie cieszy..
Aha.! Zapomniałam ci dodać pewnej rzeczy! Od jakiegoś czasu Tomlinson robi się dziwny.. Ma jakieś dni, w których cały czas wrzeszczy i krzyczy o byle co..  Raz chyba chciał mnie walnąć, ale nie sądze, żeby do tego był zdolny.. "
Nagle przestałam pisać, ponieważ usłyszałam jak brunet wchodzi do pokoju i siada obok mnie.
-Hej.. Co tam piszesz? -zapytał i oparł się głową o moje ramię, wpatrując się w zamknięty już zeszyt.
-Hej.. -odpowiedziałam i pocałowałam go w głowę po czym ścisnęłam bardziej pamiętnik -Aa nic.. notatkę w pamiętniku.. takie bazgroły.. -zaśmiałam się i włożyłam zeszyt pod poduszkę. -Dzwoniłeś do chłopców?
-Mhm.. -chłopak odpowiedział cicho, kreśląc kółka na moim brzuchu pokrytym białym materiałem bluzki.
-I jak? -zapytałam przytulając mężczyznę do siebie.
-Aa.. -Louis leniwie podniósł się i spojrzał mi w oczy. -Zaraz muszę jechać do studia.. Ale jak chcesz to zaproś dziewczyny do siebie.. -dodał szybko widząc moje zawiedzenie i po chwili włożył mi kosmyk włosów za ucho. -Hmm.? To co?
-Ale ja chce ciebie na walentynki.. -mruknęłam cicho i zrobiłam obrażoną i smutną minę.
-Ja też ciebie bym chciał.. -zaśmiał się i ścisnął moją twarz delikatnie i przybliżył ją do swoich warg, po czym pocałował mnie czule w usta. -Ale muszę jechać do pracy..
-Ale..
-E e.. -przerwał mi, przykładając palec do moich ust. -Ty jakoś w Sylwestra musiałaś jechać do studia, więc teraz siedź cicho.. -zaśmiał się i wstał.
-O której wrócisz.? -westchnęłam i wstałam, poprawiając koszulkę.
-Spróbuję jak najwcześniej.. Kocham cię... -powiedział szybko i pocałował mnie w policzek, po czym szybko pobiegł do auta..
-No Tiffy.. Zostaliśmy sami.. -westchnęłam cicho do pieska wyłożonego na moim łóżku. Wzięłam go na rączki i zaczęłam miziać po brzuszku.. -Ciotki cię odwiedzą.. -dodałam i zeszłam z nim na dół, a następnie zadzwoniłam do dziewczyn, które po 20 minutach przyjechały.
-Hej! Gdzie masz kochanego? -zapytała uśmiechnięta jak zawsze Natasza i usiadła na sofie.
-Tam gdzie nasi.. -skomentowała Alicja, która zajęła miejsce na fotelu.
Zaśmiałam się w odpowiedzi i poszłam po kawy i ciasteczka dla nas.
-A tak w ogóle, to gdzie was biorą chłopcy na walentynki? -zapytałam rozkładając filiżanki każdej dziewczynie.
-Harry obiecał wziąć mnie na romantyczny spacer a potem ma dla mnie niespodziankę -powiedziała zadowolona szatynka i upiła trochę kawy.
-A Niall obiecał mi lodowisko!! -krzyknęła następna przyjaciółka z zachwytem.
-Na sportowo.. -zaśmiałam się i spojrzałam na dziewczyny, przeczesując włosy.
-A ciebie gdzie weźmie? -zapytały równo dziewczyny.
-... Nie wiem.. chyba nigdzie.. -odpowiedziałam cicho i uśmiechnęłam się sztucznie. Dziewczyny spojrzały p osobie z przebiegłym uśmiechem, a następnie na mnie.. Coś jest nie tak..
Dochodziła już godzina 19 a Louisa dalej nie było..
-Co oni tak długo maja tą próbę?! -zdążyłam wypowiedzieć, a już ktoś zapukał do drzwi. Ucieszona podbiegłam do nich jednak nikogo tam nie zastałam.
-Popatrz na dół.!! -krzyknęły równo dziewczyny, które z szerokimi uśmiechami patrzyły na mnie. Posłusznie popatrzyłam na dół i zobaczyłam wielki bukiet z czerwonych róż.! Aż pisnęłam z wrażenia..
Natka z Ala szybko podbiegły do mnie i zaczęły podziwiać bukiet.
-Nieźle się postarał.. -skomentowała krótko Alicja i wyjęła z bukietu mały liścik. -Chyba do ciebie.. -dodała i podała mi go do wolnej ręki.
-Czekam na ciebie przy London Eye.. -przeczytałam głośno i spojrzałam zadowolona na dziewczyny.
-No.. To my chyba pójdziemy już.. -Natasza popchnęła szatynkę w stronę szafy, gdzie były ich kurtki.
-Tak tak.. nie bedziemy przeszkadzać.. Niall na pewno z Harrym tez na nas już czekają.. -dopowiedziała Alicja i szybko wyszła z domu razem z brunetka, nawet nie ubierając tutaj kurtki..
Na bank byli z nim w zmowie..
Ubrałam czarne Lity i beżowy płaszczyk, a następnie narzucając na siebie czarny komin poszłam nad London Eye..
Chłopaka zobaczyłam nad barierkami. Stał wpatrzony w Tamizę. Podeszłam do niego i przytuliłam go mocno od tyłu, wyciągając nawet małe czarne pudełeczko przed niego.
-Cześć misiu.. dziekuję za kwiaty.. Ale nie chciałam być gorsza i mam coś dla ciebie.. -zaśmiałam się i wręczyłam Louisowi pudełeczko. Chłopak zaśmiał się i dalej ściskając moje ręce otworzył zgrabnie skórzane pudełeczko w którym był srebrny zegarek z Rolex'a.
-Maja.. Nie trzeba było.! -obrócił się i chwycił mnie w tali obracając wokół własnej osi. Zaczęłam się głośno śmiać i kurczowo trzymałam się chłopaka za szyję, a gdy zwolnił, pocałowałam go czule w usta.
-Chyba randkę czas zacząć.. -brunet opuścił mnie na ziemię, jednak dalej ściskał moją talię i pokazał na London Eye. Po chwili razem udaliśmy się w stronę dużego, białego koła, obracającego się wolno..
| Kochani.!! Dziękuje wam za wszystko :** I tak wiem, wiem, jestem złą autorką, bo nie złożyłam wam życzeń na walentynki, ale teraz życzę wam wszystkiego najlepszego.! Spełnienia wszystkich waszych marzeń i żebyście znalazły swoją połówkę <33 |





poniedziałek, 17 lutego 2014

"Kiedy sen staje się rzeczywistością cz.33"

33. -My? -zapytała szybko Natasza i udawała zdziwioną. -Yy.. No ten przyszłyśmy zrobić sobie czekoladę -dodała pewnie i przecisnęła się dumnie pomiędzy ścianę, a wysokiego bruneta.
-Co słyszałyście.? -chłopak oparł się o ścianę i skrzyżował ręce, mierząc mnie od góry.
-Nic. -powiedziałam z uśmiechem.
-Powiedz co słyszałyście.! -chłopak trochę podniósł ton głosu, na co ja się nieźle zdziwiłam. Podniosłam brwi i spojrzałam na niego zachowując spokój.
-Louis co ci się dzieje.? Nic nie słyszałyśmy.. A teraz przepraszam, idę zrobić sobie czekoladę -tym razem i ja przepchnęłam się pomiędzy dwoma przeszkodami i podeszłam do przyjaciółki.
-O co mu chodziło? -zapytała szeptem przyjaciółka, wsypując czarny proszek do kubka.
-Nie wiem, chyba wstał lewą nogą.. -odpowiedziałam cicho i odwróciłam się, upewniając, że chłopcy wyszli z kuchni.
[...]
Siedziałam z Natką na sofie, na której miałam dzisiaj spędzić noc.. Louis i Niall dawno spali w swoich pokojach, a my oglądałyśmy jakis horror i piłyśmy gorącą czekoladę z bita śmietaną wszystko urozmaicając biszkoptowymi muffinkami.
-O ja pierdziele Nie nie idź tam.! -czarnowłosa dziewczyna mając zakryte oczy w 95% oglądała film przez dziurkę między palcami jaką sobie zrobiła. Gdy coś wyskakiwało, brunetka szybko zakrywała pole widoku..
O mnie się może nie wypowiadajmy...
-Matko jedyna.!! Co za dom.!! -szepnęłam i wtuliłam się w ramię przyjaciółki. Po chwili usłyszałam jak dziewczyna zgasza telewizor..
-Od razu lepiej.. -powiedziałam cicho, odlepiajac się od ciała Natki  i wzięłam porządnego łyka gorącego napoju.
-Wiesz, że śpisz tu sama -Natasza musiała przypomnieć mi ten fakt...
-Wiem, ale będę dzielna .. -zaśmiałam się i przeczesałam włosy do tyłu.
-Oj.. jutro Wigilia.. A potem Sylwester.. Nawet nie wiesz jak szybko to nam zleci.. Zaraz spojrzysz a tu juz będą walentynki.. -powiedziała rozmarzona przyjaciółka i spojrzała na mnie z miłym uśmiechem.
-No.. a co z rodzicami twoimi.? Moi nie dadzą rady przylecieć, więc chyba spędzimy je tylko ty i ja, Niall, Louis i Harry z Alicją jak przyjadą.. Szczerze to sa pierwsze moje święta bez rodziny.. -powiedziałam cicho i przytuliłam poduszkę.
-Moje też.. -odpowiedziała miłym głosem przyjaciółka i po chwili wstała. -Dobra, ja już jestem trochę śpiąca, więc idę na górę do mojego Irlandczyka.. Dobranoc, spij słodko..  -dodała i posłała mi całuska, następnie szybko udając się na górę.
Położyłam się, przytulając się do misia, którego kiedyś dostałam na święta od taty po czym zamknęłam oczy i próbowałam jakoś zasnąć...
Oczywiście mądry mózg Majeczki przypominał jej wszystkie szczegóły z filmu.. Sekundę potem juz słyszałam kroki, ba.!! Nawet cienie sie zdarzyło widzieć.
-Louis.!! -krzyknęłam na całe gardło.
Cisza..
-Louis.!!!
-Co.??! -krzyknął rozespany, męski głos.
-Boje się.! Chodź tu do mnie.! -krzyknęłam, mając głowę schowaną w poduszkę i będąc zakryta kołdrą.
Nie minęła minuta, a już usłyszałam jak ktoś idzie po schodach mrucząc coś pod nosem.. Aha.! Na bank to był on.. On zawsze coś marudzi..
-Ojejku.. jak z dzieckiem.. -mruknął zmęczony, układając się obok mnie.
W momencie wyjęłam głowę spod poduszki i wryłam buzię pomiędzy jego ramię, a tors. Mężczyzna uśmiechnął się szeroko i pomiział mnie noskiem, po czym przytulił ramieniem, tym samym przybliżając bliżej siebie. Zadowolona poprawiłam się do wygodniejszej pozycji i również go przytuliłam, po chwili zasypiając.






sobota, 25 stycznia 2014

" 32.Kiedy sen staje się rzeczywistością:"

32. Brunetka spojrzała na mnie wystraszona, lecz po chwili domyślając się, że zaraz dojdzie do rękoczynów szybko rzuciła się w stronę schodów.
-Czekaj idę z tobą.! -szepnęłam w miarę głośno aby przyjaciółka usłyszała i zaraz podążałam jej krokami.
-Słyszę, że biegniesz na górę.! I tak się nie schowasz.!! -wrzasnął chłopak idąc w stronę schodów..
Ku mojemu zdziwieniu, gdy byłam już przed drzwiami do pokoju Nat. dziewczyna posłała mi buziaczka i zamknęła przede mną drzwi.!! 
-Ej Natasza otwieraj to.!! -powiedziałam cicho i zaczęłam walić w drzwi.. Przestałam jednak to robić w momencie, gdy usłyszałam jak chłopcy wbiegli na schody... Nie no... Już po mnie...
Jedyne co mi zostało to wbić do swojego pokoju, który był obok... 
Szybko trzasnęłam białym drewnem o futrynę i wzięłam głęboki oddech..
Nagle usłyszałam jak drzwi od pokoju Nataszy zamykają sie łagodnie, jednak w moje zaczęło coś, a raczej ktoś mocno walić..
-Majka.!! Liczę do trzech.!! Raz.!!!
Boże zlituj się...
-...Dwaa.!!
Nie pozostało mi nic innego.. Boże bądź ze mną... Szybko puściłam drzwi i usiadłam wzorowo na łóżku robiąc chyba najsłodszy uśmiech na świecie.
-Trzy.!! -wrzasnął chłopak i otworzył nerwowo drzwi. Spojrzał na mnie rozwścieczonym wzrokiem.
-Cześć kochanie. -uśmiechnełam się wzorcowo i pomachałam mu słodko.
Chłopak podniósł brew do góry i zrobił kilka kroków do przodu. W tym czasie ja podniosłam się, żeby sobie czasem nie pomyślał, że jest lepszy.
Brunet chwycił mnie za nadgarstki i "delikatnie" ścisnął.
-Masz mi coś do wytłumaczenia.? -zapytał podnosząc jeszcze bardziej lewą brew.
-Ja.? Nie.. -uśmiechnęłam się promiennie -Czyżby studio było zamknięte.? -zapytałam udając zdziwioną.
Louis pokręcił głową, nie dowierzając w to, co słyszy..
-Nie no Majka.. Nie wiem co ci zaraz zrobię..
-Możesz mi dać buzi -odpowiedziałam szybko i nadstawiłam policzek.
Brunet spojrzał na mnie jak na debila i jednym ruchem powalił mnie na łóżko a potem usiadł na mnie.
-Płać grzeszniku za grzechy.! -krzyknął uśmiechając się i zaczął brutalnie mnie łaskotać.
-Nie nie nie.!! Louis.!! -pisnęłam śmiejąc się i wiercąc, żeby chłopak zszedł ze mnie.
-Nic z tego misiu.. I jeszcze dzisiaj śpisz na sofie.!! -krzyknął rozweselony swoimi efektami.
-Hahahaha Czekaj co.?? - w momencie przestałam się śmiać. - Jak to na sofie.?? -spojrzałam na niego wystraszona.
Chłopak posłał mi buziaczka. Nie no.. druga Natasza..
-Za to, że musiałem ponad dwie godziny siedzieć w korkach i marznąć przed studiem śpisz na sofie i bez gadania. -chłopak pomiział mnie noskiem o mój nos i kontynuował łaskotanie.
Męki te trwały około 20 minut do czasu, gdy usłyszeliśmy z Louisem huk rozwalanych się talerzy.
W momencie przestaliśmy się śmiać i spojrzeliśmy po sobie wystraszeni.
-Co tam się dzieje.? - brunet zszedł ze mnie i pomógł mi wstać.
-Nie wiem... Chodź zobaczymy ... -pociągnęłam chłopaka za rękę w stronę korytarza.
Odgłosy dobiegały z pokoju Nataszy i Niall'a.. Louis delikatnie otworzył drzwi i ledwo co wrąbał tam głowę, a już w ciągu sekundy ją stamtąd ewakuował.
-Co jest.? -zapytałam klepiąc go po plecach.
-To są idioci.. -skomentował krótko chłopak.
-Ej no co zrobili.? -zapytałam ponownie i podniosłam brwi krzyżując ręce.
- Chyba założyli się o to, kto więcej talerzy rozbije..
-Hahaha -zaśmiałam się - Czekaj co.?! Te talerze są na Wigilię.!! -pisnęłam i nie zważajac na swoje bezpieczeństwo wparowałam do pokoju.
-Pojebało was.?!! -wrzasnęłam. Obydwoje przestali.. -Co wy robicie.? Jedziecie jutro po nowe talerze..
-Spoko.. -odpowiedział krótko Niall -Ej jestem głodny.. Lou idziesz do kuchni.? -zapytał i pokazał mu, żeby tamten poszedł z nim.
-Okej.. -powiedział brunet i odszedł z Irlandczykiem w stronę kuchni. -Ej a kto wygrał.? -zapytał, gdy wyszli z pokoju.
Pokręciłam głową..
-Całe życie z wariatami.. -skomentowałam i spojrzałam na przyjaciółkę. -Sprzątasz to..

Ta pokiwała twierdząco głowa i uśmiechnęła się szeroko -A zrobisz mi goraca czekoladę.?
Zaśmiałam się cicho i wystawiłam język brunetce.
-Spoko.. przyjdź tam do mnie zaraz bo i tak dzisiaj za karę śpię na dole.. -zaśmiałam się i poszłam na dół.
Miałam już wchodzić do kuchni gdy usłyszałam jak chłopcy coś szepczą. Oparłam się o ściane i zaczęłam uważnie ich słuchać.
-Ej a ty Majce nic nie mówiłeś wiesz o czym.. -powiedział cicho Niall nalewając mleka do miski.
-Nie.. Ona ma o tym nic nie wiedzieć..  -mruknął cicho Louis i napił się wody.
-Co ty tu tak... -nie dokończyłam przyjaciółce która przed chwilą przybiegła do mnie, bo zatkałam jej buzię.
-Nic siedź cicho.. -szepnęłam dalej zatykając buzię brunetce.
Na naszego pecha zza ściany wychylił się Louis.
-Co wy tu robicie.? -zapytał zdziwiony i spojrzał na nas podejrzliwie..


wtorek, 14 stycznia 2014

"31. Kiedy sen staje się rzeczywistością"

31. W momencie moja głowa obiła się o zwisającą z góry szafkę.
-Yy.. nic kochanie, szukam .. młotka.! -zdążyłam tylko tyle wymyślić i obróciłam się w stronę bruneta szczerząc równo ząbki.
-Ale narzędzia są w drugiej piwnicy.. - powiedział podejrzliwie chłopak robiąc krok do przodu -Pomóc ci.?
Oo nie.. Majka wymyśl coś zanim odkryje co robię..
-O nie.! Stój.!! -wrzasnęłam na cały głos wysuwając rękę przed chłopaka tym samym tarasując mu drogę do siebie. -Yy to znaczy.. nie, dziękuję .. -dodałam już łagodniej i nie przestając się uśmiechać myślałam jak skutecznie zbawić chłopaka..
-A właśnie.. .. Natasza mi mówiła, że ktoś do ciebie dzwonił.. Zapomniałam ci powiedzieć.. Chyba Paul, że masz się pojawić w studiu z Niallem około.. -szybko spojrzałam na zegarek, orientując się, że jest 14.50 -około 15...
-Coo.???? -krzyknął chłopak również obracając się w stronę wiszącego mechanizmu.. - Boże mam 10 minut.! -dodał i szybko dał mi buziaka i już go nie było w piwnicy.. Jeszcze było słychać krzyki Niall'a i Louis'a wystraszonych co im zrobi Paul.. Tymczasem ja zastanawiałam się co mi zrobią chłopcy, gdy dowiedzą się że kłamię.. Dobrze, że studio jest kilka godzin stąd..
Dokończyłam chować prezenty i oparłam się o zimną ścianę wzdychając ciężko.
Dobrze, że chociaż czasami mam farta.. -pomyślałam i poszłam na górę.
Spotkałam przyjaciółkę, która zamykała piwnicę, w której schowała swoje prezenty.
-Ej o mało co nie wydałam.. -powiedziałam cicho. -Louis wrył tyłek do piwnicy...
-Odkrył.?!! -Brunetka w momencie ryknęła na mnie równo.
-Nie.. Powiedziałam, że szukam młotka, a potem spławiłam go mówiąc że mają jechać do studia..
-Nie gadaj że pojechali.. -Natasza już szykowała dłoń do zrobienia "facepalma"..
-No.. -zaśmiałam się.
Jak przewidywałam dłoń Nataszy mocno zetknęła się z jej czołem.
-Co za idioci.. -skomentowała i poszła do salonu, rzucając się na sofę.
-No.. -dodałam ze śmiechem idąc za przyjaciółką. Powtórzyłam tą czynność, którą przed chwilą zrobiła, tylko, że wcześniej zabrałam ze stolika miskę z chipsami. ..
-Co oglądamy.? -zapytałam patrząc jak dziewczyna przeskakuje po kanałach szukając jakiegoś konkretnego filmu. Bezkarnie wyłożyłam sobie nogi na jej kolana robiąc słodka minkę.
-Nie wie.. -przerwała i spojrzała na mnie jak na idiotę.. Na mnie i na moje zacne nogi.
-No co.? -zapytałam zdziwiona -Wygonie mi jest.. -posłałam jej buziaczka i zabrałam garść chipsów do ręki.
Nat. nie skomentowała tego tylko spojrzała na mnie w stylu "are you fucking kidding me.?" ..
Ha.!! Ale zostawiła moje nogi.! I za to ją lubię..
-E co powiemy chłopcom jak wrócą "trochę" -tutaj naznaczyłam w powietrzu znak cudzysłowie -wkurzeni...?
-Nie wiem.. Ty coś wymyślisz kochanie.. To twoja robota.. -tym razem czarno-włosa dziewczyna posłała mi buziaczka..
-Ej.!! Powinnaś mnie wspierać stary pierniku.!!! -wrzasnęłam pretensjonalnie rzucając w nią chipsami.
-Adios.. Blondi  -nie spuszczając wzroku z telewizora  pomachała mi tym samym broniąc się od ataku...
No cóż za bezczelność..
-Te młoda.. -uśmiechnęłam się niegrzecznie -Chcesz żeby Niall poznał prawdę o twoim przezwisku o nazwie Smi....
-Zamknij się.!! -wrzasnęła brunetka, kiedy ja wybuchłam dzikim śmiechem. -Nie odzywaj się do mnie.!! -dodała spychając mnie z kanapy. Chciała chyba zachować powagę, jednak słysząc mój dziki śmiech sama zaczeła się śmiać..
Teraz to ja leżąc na podłodze a ona na kanapie obydwie zwijałyśmy się ze śmiechu.  Nasz błogi nastrój przerwał wrzask i trzaśnięcie drzwiami.
-Majka gdzie jesteś.?!!!!! -to był głos "delikatnie wkurzonego" Louisa....
W momencie podniosłam górną sylwetkę ciała  tak, że siedziałam i spojrzałam wystraszona na brunetkę.
-Houston... Mamy problem...




niedziela, 12 stycznia 2014

"30. Kiedy sen staje się rzeczywistością"

30. -Słucham.? -rzekła niepewnie pielęgniarka, która w głosie miała nutkę oburzenia.
-No jestem jej ojcem.. -powiedziałam ponownie, tym razem mówiąc to spokojniejszym tonem.
-Zostaną .. państwo przekierowani do dyrektora szpitala, proszę czekać.. - i w tym oto momencie mnie i Nataszę zatkało..
-Mamy przerąbane.. -powiedziała bezgłośnie brunetka, dalej patrząc na telefon.
Poczułam ciepły oddech na szyi.. Oczywiście Louis delikatnie się zgiął i położył podbródek na moim ramieniu, delikatnie sie uśmiechając. Oparłam głowę o jego głowę i czekałam aż ktoś podniesie tą cholerną słuchawkę..
-Dzień dobry.. mogę poznać pańskie nazwisko.? -zapytał łagodnie mężczyzna ochrypłym głosem.
-Pani.... -Kwiatkowska.!! -wykrzyknęłam momentalnie do słuchawki.
-I jest pani matką Alicji Kwiatkowskiej tak.? -dalej ciągnął starszy facet.
-No.. tak jakby...
-Czyli.?
-Proszę pana.. -Natasza przejęła telefon. - Nasza sytuacja jest trochę dziwna.. Otóż.. No wie pan.. Teraz te czasy się zmieniają i ja oraz pani Maja jesteśmy małżeństwem..
Przyłożyłam dłoń do ust, żeby czasem nie wybuchnąć głośnym śmiechem, Niall musiał aż wyjść z pomieszczenia żeby nie wydało się nic.. Louis też ledwo co powstrzymywał śmiech ..
-yyy Rozumiem.. -usłyszałam zdziwiony głos dyrektora szpitala..
-No i właśnie Alicja to nasza córeczka..  Jesteśmy Polkami, ale mieszkamy w Anglii.. Alicja poleciała do polski do pracy, jednak jak widać sprawy tak się potoczyły że.. -I tutaj Nat. włączyła swój idealny "płacz" -Że jest w szpitalu.!!! Ja chcę ją mieć przy sobie.!! To moje dziecko.!! -zaczęła rozpaczliwie krzyczeć do słuchawki.
-Zrobimy co w naszej mocy.. -najwidoczniej staruszek się nabrał.. -Jest przy niej jakaś osoba, którą panie dobrze znają.?
-Harry Styles.. -dodałam cicho, również udając załamaną. -On może za naszą zgodą przewieźć ją do londyńskiego szpitala.. Bardzo prosimy...
-Zadzwonimy do pani wieczorem i powiemy jak się ma sytuacja..
-Dziękuję.. -krzyknęłyśmy równo.
-Mamy to.!! -krzyknęła zadowolona Natasza wciskając czerwoną słuchawkę.
Louis i Niall patrzyli na nas roześmiani..
-No Barbie nieźle udajesz załamaną.. -Louis puścił mi oczko i przysunął do swojej sylwetki.
-Słucham.? -zapytałam lekko oburzona słysząc jak mnie nazwał..
-Jesteś moją Barbie.. -pozwolił mi usiąść na swoich kolanach i pocałował mnie w policzek.

-Pff.. -dodałam obracając głowę w zupełnie inną stronę .. -Natasza.. -dumnie wstałam z kolan chłopaka i wyprostowana podeszłam do przyjaciółki.
-Będziesz chciała do mnie przyjść w nocy.!! -krzyknął rozweselony Louis, gdy wyszłam z pokoju.
Adios.. na pewno nie będę chciała..
-Ej młoda.. -usiadłam na stole w kuchni, machajac nogami w tył i przód..
 -Hmm.? -zapytała dziewczyna, popijając colę.
-Idziemy na zakupy.?? -w momencie na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech, który po chwili pojawił się na twarzy brunetki.

[...]

Po niecałej godzinie nasze ręce były obładowane siatami.. Scena jak z filmu..
-Ej bo tu jest promocja.. -powiedziałam nabierając w momencie energii do dalszych zakupów (pomińmy fakt, że przed chwilą sama nudziłam, żebyśmy szły do domu..)
-Maja nie.. -mruknęła zmęczona Natasza, kierując się w stronę wyjścia z galerii.
Zasmucona tym faktem  skierowałam się z przyjaciółką w stronę parkingu.
Po niedługim czasie byłyśmy już w domu.
Oczywiście pierwsze co zrobiłyśmy to ogarnęłyśmy dokładnie teren czy w pobliżu nie ma świętej dwójeczki..
Miałyśmy zamiar schować prezent, żeby oni nic nie zauważyli.
-Ej Nat.. -powiedziałam szeptem.
-Co.?? -Natka kucając spojrzała na mnie pytająco.
-Rozstawmy prezenty na dwa skrzydła domu.. ty idziesz na lewo, ja na prawo.. -mruknęłam cicho nadal ogarniając czy teren jest czysty..
-Okej.. -dodała cicho dziewczyna i po chwili już na palcach powędrowała do naszej skrytki..
Ja natomiast powędrowałam do piwniczki po prawej stronie domu.
Zaczęłam wkładać prezenty do najgłębiej wsadzonej szafki gdy ktoś oparł się o drewniane drzwi..
-Hej.. co robisz kochanie.? - gdy się obróciłam zobaczyła Louisa w szerokim uśmiechem