Razem z Louisem siedzieliśmy w samolocie, który leciał do Londynu..
-Maja.? -spytał brunet, podnosząc wzrok do góry i patrząc w moje oczy.
-Hmm.? -spojrzałam na chłopaka, opierającego się o moje ramię.
-Ale jutro jest Wigilia.. Na serio musimy lecieć do Londynu.? Przecież Harry jest z Alą w Polsce i tak nic nie zdziałasz..
-Idź spać.. -odpowiedziałam, skradając mu buziaka w głowę.
-Misiu..
-Obudze cię jak będziemy w Londynie.. - zasłoniłam Louisowi usta, żeby czasem nic już nie chciał dodać i sama oparłam sie głową o jego głowę i przyglądałam sie ze skupieniem każdej przechodzącej postaci.
[3 godziny później]
-Ej kicia obudź się.! -szturchnęłam z satysfakcją śpiącego Louisa. Niech czuje ten ból.!! Zawsze jak spałam w samolocie to były trzy sposoby budzenia: gilgotanie, szczypanie bądź wydzieranie się do ucha..
Jak przewidywałam, brunet skrzywił się i obrócił w drugą stronę.
Zaśmiałam się cicho i przytuliłam go mocno od tyłu.
-Misiu.. Londyn..
-Jużż... -rzekł zaspanym tonem i ścisnął moją dłoń spoczywającą na jego brzuchu.
Musiało to chwilę potrwać zanim chłopak ogarnął się w stu procentach.
-Witamy na lotnisku w Londynie, mamy nadzieję, że podróż naszym samolotem spodobała się państwu, dziękujemy za zakup biletów i polecamy się na przyszłość -usłyszałam głos stewardessy, która zawsze mówiła ta samą regułkę, tylko zmieniała nazwy miast do których lecieliśmy..
Wraz z wszystkimi pasażerami skierowaliśmy się do wyjścia. Przepchanie się dzień przed świętami na lotnisku nie było łatwe.. Zawsze w te dni był największy ruch..
Oczywiście chłopak pierwsze co zrobił to chwycił za telefon i nie patrząc gdzie i jak idzie pisał sms-a do Niall'a, że jesteśmy na miejscu i czekamy na nich przed lotniskiem.
-Louis uważaj. -chwyciłam chłopaka za wolną rękę i przysunęłam szybko do siebie, żeby uniknął zderzenia ze starsza panią i jej dwudziestoma walizkami.
Ten tylko uśmiechnął się szeroko i mocniej ścisnął moją dłoń.
-Nie mogłeś tego później napisać.? -zaśmiałam się i spojrzałam na niego, gdy staliśmy przy odbiorze walizek.
-Nie bohaterko.. -odpowiedział krótko i pocałował mnie w nosek.
W odpowiedzi zaśmiałam się cicho.
Po chwili byliśmy przed budynkiem, gdzie czekał już na nas Niall z Nataszą.
Przywitaliśmy się z nimi i pojechaliśmy do ich domu.
-Ej jutro Wigilia a my nic nie mamy Majka.. -rzekł ponuro Louis..
-Przecież zdążymy kupić.. nie przejmuj się misiek.. -odpowiedziałam śmiejąc się..
-Ale wiesz co jeszcze jutro jest.. -dodał chłopak szczerząc swoje białe proste ząbki.
-.. Tylko Wigilia.. chyba nie ma nic ważnego nie.? -spojrzałam na niego udając , że nie wiem, że ma urodziny.
Ten tylko obrócił się tyłem i puścił focha ... Cóż Tomlinson takie życie..
-Ej dobra.. -klasnęłam w dłonie i spojrzałam na Nialla i Natkę w ogóle nie przejmując się Louisem -To jak robimy.? Ściągamy ich do Londynu czy co.? -zapytałam pytająco podnosząc brwi.
-No nie wiem.. -Natasza spojrzała do tyłu, żeby spojrzeć na mnie. - Z tego co wiem, to musi być zgoda rodziców, którzy mieszkają w danym kraju.. A jej rodzice sa w Polsce więc nici z tego..
-Oj misiu, ty zawsze musisz dramatyzować.. -przerwał jej Niall prowadzący uważnie samochód. -To proste.. Będziemy udawać jej rodziców.. Ja będę jej ojcem, a Majka jej matką..
-Chyba śnisz.!! -wykrzyknął Louis o dziwo włączając się do rozmowy.. Jego zdanie poparła Natasza..
-No to niech udają z Nataszą małżeństwo, które adoptowało ją.!! -Niall powiedział swój nowy pomysł.
Moja i Nataszy mina była bezcenna.
-No to jak dziewczynki.. -Lou przysunął się do przodu, patrząc na nas z szerokim uśmiechem...
[...]-Zabije was kiedyś.. -mruknęła Natasza przykładając telefon do ucha.
-Cicho.. dzwoni już.. -przerwał jej Niall w skupieniu patrząc na brunetkę.
-Yy.. dzień dobry.. -Natasza niepewnie zaczęła..
-Daj na głośnomówiący.!! -powiedział szeptem Louis. Nat. posłusznie wykonała polecenie i położyła telefon na stole.. I w tym momencie cała czwóreczka zbliżyła się do telefonu.
-Tak.? -usłyszałyśmy głos w telefonie.
-Dzień dobry.. czy w waszym szpitalu jest Alicja Kwiatkowska.? -zapytałam grzecznie.
-Niestety nie mozemy udzielać takich informacji.. -odpowiedziała pielęgniarka w słuchawce.
-Ale ja jestem jej ojcem.!! -wykrzyknęłam z pretensjami...
|| Ciąg dalszy nastąpi jutro :**** ||



.jpg)

.jpg)




