bhgv

bhgv

środa, 25 grudnia 2013

"29.Kiedy sen staje się rzeczywistością"

29... [...]
Razem z Louisem siedzieliśmy w samolocie, który leciał do Londynu..
-Maja.?  -spytał brunet, podnosząc wzrok do góry i patrząc w moje oczy.
-Hmm.? -spojrzałam na chłopaka, opierającego się o moje ramię.
-Ale jutro jest Wigilia.. Na serio musimy lecieć do Londynu.? Przecież Harry jest z Alą w Polsce i tak nic nie zdziałasz..
-Idź spać.. -odpowiedziałam, skradając mu buziaka w głowę.
-Misiu..
-Obudze cię jak będziemy w Londynie.. - zasłoniłam Louisowi usta, żeby czasem nic już nie chciał dodać i sama oparłam sie głową o jego głowę i przyglądałam sie ze skupieniem każdej przechodzącej postaci.

[3 godziny później]

-Ej kicia obudź się.! -szturchnęłam z satysfakcją śpiącego Louisa. Niech czuje ten ból.!! Zawsze jak spałam w samolocie to były trzy sposoby budzenia: gilgotanie, szczypanie bądź wydzieranie się do ucha..
Jak przewidywałam, brunet skrzywił się i obrócił w drugą stronę.
Zaśmiałam się cicho i przytuliłam go mocno od tyłu.
-Misiu.. Londyn..
-Jużż... -rzekł zaspanym tonem i ścisnął moją dłoń spoczywającą na jego brzuchu.
Musiało to chwilę potrwać zanim chłopak ogarnął się w stu procentach.
-Witamy na lotnisku w Londynie, mamy nadzieję, że podróż naszym samolotem spodobała się państwu, dziękujemy za zakup biletów i polecamy się na przyszłość -usłyszałam głos stewardessy, która zawsze mówiła ta samą regułkę, tylko zmieniała nazwy miast do których lecieliśmy..
Wraz z wszystkimi pasażerami skierowaliśmy się do wyjścia.  Przepchanie się dzień przed świętami na lotnisku nie było łatwe.. Zawsze w te dni był największy ruch..
Oczywiście chłopak pierwsze co zrobił to chwycił za telefon i nie patrząc gdzie i jak idzie pisał sms-a do Niall'a, że jesteśmy na miejscu i czekamy na nich przed lotniskiem.
-Louis uważaj. -chwyciłam chłopaka za wolną rękę i przysunęłam szybko do siebie, żeby uniknął zderzenia ze starsza panią i jej dwudziestoma walizkami.
Ten tylko uśmiechnął się szeroko i mocniej ścisnął moją dłoń.
-Nie mogłeś tego później napisać.? -zaśmiałam się i spojrzałam na niego, gdy staliśmy przy odbiorze walizek.
-Nie bohaterko.. -odpowiedział krótko i pocałował mnie w nosek.
W odpowiedzi zaśmiałam się cicho.
Po chwili byliśmy przed budynkiem, gdzie czekał już na nas Niall z Nataszą.
Przywitaliśmy się z nimi i pojechaliśmy do ich domu.
-Ej jutro Wigilia a my nic nie mamy Majka.. -rzekł ponuro Louis..
-Przecież zdążymy kupić.. nie przejmuj się misiek.. -odpowiedziałam śmiejąc się..
-Ale wiesz co jeszcze jutro jest.. -dodał chłopak szczerząc swoje białe proste ząbki.
-.. Tylko Wigilia.. chyba nie ma nic ważnego nie.? -spojrzałam na niego udając , że nie wiem, że ma urodziny.
Ten tylko obrócił się tyłem i puścił focha ... Cóż Tomlinson takie życie..
-Ej dobra.. -klasnęłam w dłonie i spojrzałam na Nialla i Natkę w ogóle nie przejmując się Louisem -To jak robimy.? Ściągamy ich do Londynu czy co.? -zapytałam pytająco podnosząc brwi.
-No nie wiem.. -Natasza spojrzała do tyłu, żeby spojrzeć na mnie. - Z tego co wiem, to musi być zgoda rodziców, którzy mieszkają w danym kraju.. A jej rodzice sa w Polsce więc nici z tego..
-Oj misiu, ty zawsze musisz dramatyzować.. -przerwał jej Niall prowadzący uważnie samochód. -To proste.. Będziemy udawać jej rodziców.. Ja będę jej ojcem, a Majka jej matką..
-Chyba śnisz.!! -wykrzyknął Louis o dziwo włączając się do rozmowy.. Jego zdanie poparła Natasza..
-No to niech udają z Nataszą małżeństwo, które adoptowało ją.!! -Niall powiedział swój nowy pomysł.
Moja i Nataszy mina była bezcenna.
-No to jak dziewczynki.. -Lou przysunął się do przodu, patrząc na nas z szerokim uśmiechem...

[...]

-Zabije was kiedyś.. -mruknęła Natasza przykładając telefon do ucha.
-Cicho.. dzwoni już.. -przerwał jej Niall w skupieniu patrząc na brunetkę.
-Yy.. dzień dobry.. -Natasza niepewnie zaczęła..
-Daj na głośnomówiący.!! -powiedział szeptem Louis. Nat. posłusznie wykonała polecenie i położyła telefon na stole.. I w tym momencie cała czwóreczka zbliżyła się do telefonu.
-Tak.? -usłyszałyśmy głos w telefonie.
-Dzień dobry.. czy w waszym szpitalu jest Alicja Kwiatkowska.? -zapytałam grzecznie.
-Niestety nie mozemy udzielać takich informacji.. -odpowiedziała pielęgniarka w słuchawce.
-Ale ja jestem jej ojcem.!! -wykrzyknęłam z pretensjami...

|| Ciąg dalszy nastąpi jutro :**** ||






niedziela, 8 grudnia 2013

"28 Kiedy sen staje się rzeczywistością"

28. Chłopak widząc, że się nie bronię, delikatnie podniósł kąciki ust do góry i mocniej mnie przytulił, nadal całując.
-Czasami po prostu za dużo mówisz.. -powiedział cicho z uśmiechem i popatrzył w moje tęczówki.
W odpowiedzi cicho się zaśmiałam i również spojrzałam na niego..
-Ej ale Louis.. a co z Elea.. -nie dokończyłam, bo poczułam palec Louisa na moich ustach..
-Ciiii.. No widzisz.. już zaczynasz.. -mruknął z uśmiechem, dalej trzymając palec na moich wargach, żebym czasem nie dokończyła - O nią się nie martw.. Pomyśl chociaż raz o sobie.. okej.? -zapytał, podnosząc delikatnie brwi.
-Mhm.. -wypowiedziałam, kiwając twierdząco głową. Brunet w tym samym momencie opuścił palec z moich ust i poczochrał moją grzywkę z uśmiechem, po czym znowu zaczął obdarowywać mnie pocałunkami.
Podniosłam się na palcach i również zaczęłam go delikatnie całować.
[...]
Wracaliśmy już z parku do mnie do domu.. Przy bramie wyjściowej spotkaliśmy św. Mikołaja.
-Hoł hoł hoł.!! Zakochańce dwa idą.!! -wykrzyknął rozweselony starszy pan.
Razem z Louisem zatrzymaliśmy się i przywitaliśmy go z uśmiechem. Lou mocniej ścisnął moją dłoń.
-Byliście grzeczni w tym roku.?
-Tak. -odpowiedzieliśmy równo ze śmiechem.
Siwowłosy mężczyzna wyciągnął ze swojego wielkiego worka garść cukierków i stary aparat.
-Proszę.. -rzekł cicho, dając nam do rąk po równej ilości cukierki. Teraz zajął się aparatem.. -Chodźcie do mnie.. -dodał uśmiechnięty i kazał nam się ustawić do zdjęcia.
Posłusznie wykonaliśmy jego polecenie i zrobiliśmy sobie z nim kilka zdjęć.
Mężczyzna wybrał jedno najładniejsze (oczywiście to, na którym on wygląda najlepiej) i wywołał je (chodzi mi o coś takiego jak jest w Kevinie xD) w dwóch kopiach.
-Prosze to dla ciebie.. -podał mi jedno zdjęcie. -A to dla ciebie.. -tą kopię podarował Louisowi.
-Dziękujemy - zaśmialiśmy się równo i machając brodatemu staruszkowi udaliśmy się w drogę do domu.
Po jakiś 15 minutach byliśmy już na miejscu.. Spakowałam szybko rzeczy do walizki i zostawiłam Nataszy list.
"Kochana, nie martw się o mnie.. Postanowiłam jechać do siebie do domu, nie będę wam przeszkadzać.. Dzięki za wszystko. P.S. Jakbyś coś chciała, to wiesz gdzie mnie szukać.. Zadzwonię, jak wyląduję w Holly. Przyleć do nas kiedyś .. Całuję, Maja xox"
Po czym położyłam go obok lustra w przedpokoju.
-Wszystko spakowane.? -zapytał chłopak, biorąc ostatnie walizki do ręki.
-Mhm.. -skwitowałam krótko, jednak po chwili przypomniałam sobie, że nie dałam prezentu przyjaciółce. W momencie, gdy chłopak wyszedł z domu krzyknęłam głośno.- Ej.! Nie jeszcze nie.!! Czekaj na mnie w samochodzie.
Chłopak westchnął ciężko i poszedł do samochodu. Ja natomiast położyłam dwa małe pudełeczka obok listu. Jeden dla Nat., drugi dla Nialla.
Spojrzałam jeszcze, czy wszystko wzięłam i zamknęłam drzwi od domu.
-Jestem. -powiedziałam z uśmiechem zapinając pasy. Chłopak uśmiechnął się w odpowiedzi i przekręcił kluczyk w stacyjce, po czym pojechaliśmy na lotnisko.
[...]
Na lotnisko dostaliśmy się o dziwo szybko. Louis podjechał na miejsce, obok którego stał Sam -przyjaciel bruneta. Miał on płynąć promem do Stanów i zabrać dodatkowo auto Louisa.
Następnie, gdy już zostawiliśmy Samowi pojazd skierowaliśmy się do bramek. Tam jak zawsze przywitał nas tłum ludzi.. Na szczęście mało osób prosiło o autografy i zdjecia, co ułatwiło nam przejście.
A miałam siedzieć wygodnie na fotelu i oglądać telewizję.!!
W ciągu 30 minut znaleźliśmy się na pokładzie.. O godzinie 18.45 wystartowaliśmy..
Oczywiście całą podróż spędziłam śpiąc na ramieniu chłopaka...

[22.50 HollyGlands. ]

-Moje nogi.!!!! -wykrzyknęłam rozpaczliwie, wchodząc do mieszkania. I w tym momencie mnie zatkało. -Louis.?
-Taa.. -chłopak objął mnie od tyłu, delikatnie muskając noskiem moja szyję.
-Nie pomyliliśmy mieszkań.?
-Nie.. Ja tak ozdobiłem.. -powiedział dumnie chłopak stając przede mną i robiąc znany ruch, a mianowicie wystawił ręce w bok i z wielkim uśmiechem wykrzyknął: -Niespodzianka!!!!
Spojrzałam na niego z uśmiechem i rozglądnęłam się jeszcze raz po pokoju..
Był śliczny.!! W życiu bym się nie spodziewała, że  facet tak potrafi ozdobić...

-Mam coś jeszcze dla ciebie... -powiedział o mało co nie tryskając energią i zaprowadził mnie do salonu, w którym było mnóstwo świeczek, a na stole były dwie filiżanki gorącej czekolady.. Najbardziej zdziwiła mnie rozścielana sofa, pokryta mnóstwem poduszek i aksamitną kołdrą.
-Kochanie.. Nie żeby coś, ale czy ty mi coś tym sugerujesz.? -zapytałam marszcząc brwi i pokazując palcem na sofę. Chłopak w odpowiedzi zaśmiał się cicho i podszedł do mnie.
-Niee.. Ona jest do siedzenia, ale wiesz, jak chcesz to..
-Nie dzięki, nie skorzystam. -od razu przerwałam chłopakowi.
-Spoko.. -zaśmiał się i wziął mnie na ręce, zanosząc na kanapę. Pisnęłam cicho i mocno chwyciłam sie jego koszulki.
Brunet usiadł na sofie i posadził mnie na swoich kolanach.
-Proszę.. -wziął do ręki kubek gorącej czekolady i podał mi go, a po chwili sam wziął do ręki drugi.
Siedzieliśmy i gadaliśmy tak przez jakieś 25 minut, gdy nagle ktoś przerwał NAM TĄ ROMANTYCZNĄ CHWILĘ.!!!
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu, od razu zeszłam z kolan chłopaka  a ten ciężko westchnął.
-Taa.. -nie dokończyłam, bo od razu przywitał mnie natłok informacji od Harrego.
-Słuchaj Maja, Ala jest w szpitalu, ja nie wiem co mam robić.. Jestem zupełnie sam, ona kazała mi nie mówić i wiem, że teraz mam przerąbane, ale błagam pomóż mi.!!!
-Ale Harry, w jakim szpitalu, co jej jest.?!!
- Ponoć złapała jakąś epidemie, nie wiem czy to jest ciężka choroba czy też nie, ale proszę cię wymyśl coś.!! -powiedział  błagalnym tonem loczek.
-Hazza spokojnie, coś wymyślę i dam ci jutro znać..  -odpowiedziałam szybko i rozłączyłam się.. -Lou.. mamy problem.. Alicja złapała jakąś epidemię, trzeba ją szybko przetransportować do Anglii...
-Czyli że..
-Tak.. jutro lecimy do Londynu..

Od autorki. Chcesz wiedzieć co dzieje się u Alicji i Harry'ego.? Odwiedź blog mojej koleżanki i przeczytaj.!!! http://imagin-otworz-droge-do-marzen.blogspot.com/2013_03_01_archive.html

piątek, 6 grudnia 2013

"Kiedy sen staje się rzeczywistością 27"

27. -Śpij na kanapie w salo... -nie dokończyła, gdyż mądra Maja bez pozwolenia wryła tyłek pomiędzy Niall'a, a Natasze.

6 GRUDNIA - Mikołaj!!!!

-Majkaaa!!!!! Podaj ciasteczka.! -wrzasnęła Natasza.
-Idę.. już idę.. -odpowiedziałam biorąc kolejną blachę z rzędu do ręki i zanosząc ją do kuchni, gdzie znajdowała się dziewczyna gotowa do ozdabiania pyszności.
Razem z przyjaciółką postanowiłyśmy zrobić 400 ciasteczek w kształcie św. Mikołaja i chyba miałyśmy zdeka za małą kuchnię, bo 20 blach było poukładanych w jadalni..
-Jeju.. pamiętasz jak się było małym i pod oknem lub piecykiem się stało, żeby tylko zobaczyć Mikołaja? -rzekła z uśmiechem brunetka, smarując postać czerwonym lukrem.
-No.. albo jak sie dawało mleko i ciastka, żeby potem zakampić, czy na prawdę tu był.. -dodałam dorabiając Mikusiowi oczka i guziczki.
-To były czasy.. A tak z innej beczki.. -Natasza obróciła się, biorąc tym razem tubkę z białym lukrem. - Wysłałaś list do Mikołaja.? -zapytała, puszczajac mi sójkę w bok.
-Taa... Do Modesta o wolne.. -zaśmiałam się ironicznie, lepiąc brodę ciasteczkowemu Mikołajowi.
Dziewczyna w odpowiedzi uśmiechnęła sie i ponownie skupiła się na mazianiu pierniczków.
-Hoł hoł hoł!!! -nagle usłyszałyśmy właśnie taki odgłos. -Czy panienki były grzeczne w tym roku.? -Niall próbował doskonale udawać starszego pana rozdającego prezenty.
-Ja byłam.!! -równo krzyknęłyśmy z kuchni.
Chłopak przyszedł do nas... Szczęka mi opadła..
Blondyn był przebrany za św. Mikołaja.!
Natasza wpadła w dziki śmiech i podeszła do niego, dając mu buziaka na przywitanie. Ja za to kulturalnie mu pomachałam.
-Mam coś dla księżniczki.. -zwrócił sie do brunetki i nadal ją obejmując w pasie z małego, czarnego worka wyciągnął różowe pudełeczko..
-Będę świadkiem zaręczyn.? -zapytałam niepewnie. -Bo nie wiem czy cykać fotki.. -dodałam z uśmiechem i w tej samej chwili wygramoliłam z kieszeni telefon, ustawiając go do zdjecia. (oczywiście zrobiłam im tam z trzy zdjęcia, ale cicho.. nikt nie słyszał..)
Obydwoje popatrzyli na mnie jak na debila...
-He he.. no to ten.. -w sekundzie mój telefon znalazł sie ponownie w kieszeni.. -Ja może za ciasteczka się wezmę.. -posłałam im słodki uśmiech i niby nie słuchając dwójeczki zaczęłam kończyć nasze dzieło.
Jak się okazało, dziewczyna dostała od irlandczyka kolczyki w kształcie śnieżynki.. Były śliczne.!!
-Ekhem.. -chrząknęłam niesmacznie. -Nie żeby coś, ale Maja też ładnie pracowała w tym roku.. -powiedziałam słodko z uśmiechem.
-Wbiłaś mi do łóżko o 4 w nocy.. Adios..
-Ej no.!! Święty Mikołaj ma lubić wszystkich.!! -krzyknęłam pretensjonalnie.
-No.. może coś tam znajdę.. -powiedział zmęczony i zanurzył rękę w worku. -Ooo.!! Coś jest.! -mozolnie wygramolił dłoń z wielkiego wora i wręczył mi z uśmiechem małe pudełeczko.
Spojrzałam na chłopaka z uśmiechem i otworzyłam podarunek.  W środku znajdowała się bransoletka z śnieżynką i innymi motywami świątecznymi.
-O jakis ty kochany.!! -wykrzyknęłam i zaczęłam ściskać chłopaka z całych sił. No! Chociaż jeden mężczyzna pamięta o kimś takim jak Maja Kwiatkowska.!!
Oczywiście przyjaciółka popatrzyła na mnie wzrokiem mordercy, jednak po chwili przytuliła się do nas.
[...]
Siedze sama w salonie.. Natasza i Niall po długiej próbie wyciągnięcia mnie na lodowisko poszli na nie sami.. Mój wykręt.? "Są Mikołajki, a więc cos fajnego poleci w telewizji" Nic dodać nic ująć...
Kurde.. Jak się było małym to chociaż czekało się na ten prezent.. A teraz.. Wcina się ciasteczka i ogląda nudne komedie.. (oprócz Kevina.!! To jest wyjątek!!)
W końcu wkurzyłam się i wzięłam swojego I-phona do ręki i  wystukałam numer Alicji.
W słuchawce cisza... No słodko.. Mogłaby chociaż w Mikołaja odebrać.. Od momentu wyjazdu z Kornwalii ani słowem się nie odzywała.. Wyjechała bez słowa..
Gdyby nie to, że mamy sąsiadki, które ci wszystko wyśpiewają, to do dzisiaj nie wiedziałybyśmy, że ten mały cweluś jest w Polsce.!
Czasem warto jest mieć przy sobie takiego sprzedawczyka..
-Wybrany numer jest tymczasowo nieosiągalny.. -usłyszałam słowa Poczty Głosowej..
-No to spierdziu.. -wymamrotałam i wcisnęłam czerwoną słuchawkę, po czym opuściłam telefon na białą kanapę.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi..
-Nat. Otwarte jest.!!! -krzyknęłam głośno. Nie słysząc jednak, żeby ktoś raczył wejść, powędrowałam żwawo w stronę drzwi..
-No debilu mówi ci że jest... -i nagle przerwałam.. Przed moimi oczami ukazała się postać wysokiego mężczyzny..  Na głowie miał kaptur, więc dokładnie go nie poznałam.. Dopiero, gdy podniósł głowę zorientowałam się, że jest to..
-Louis.? Co ty tu robisz.? -zapytałam cicho, naciągając sweterek na szyję.
Na dworze padał obfity śnieg, a wszystko ozdabiały śliczne, świąteczne ozdoby i lampiony, równolegle ustawione.
-Możemy pogadać.? -zapytał grzecznie i spojrzał na mnie niepewnie.
-Yyy.. No wiesz.. Leci taki fajny film, poza tym musze nakarmić rybki Nialla i Nat. i jeszcze kawa mi się robi i jeszcze ciasteczka trzeba skonczyć,  no a potem..
-Maja...
-Nie no wiesz.. Przejdę się.. Troche świeżego powietrza mi dobrze zrobi.. -mruknęłam kiwając twierdząco głową i już po chwili ubrana w biały płaszczyk, beżowe emu i czerwony komin z czapką i z pomponikiem w tym samym kolorze, która miała przypominać czapkę św. mikołaja wyruszyłam na zimowy spacer z brunetem.
Przez dłuższy czas szliśmy w ciszy, oboje wpatrzeni w padający śnieg i obsypany Londyn.
-No więc.. O czym chciałeś pogadać.? -zapytałam cicho, chowając dłonie do kieszeni i tym samym przerywając tą głupią ciszę.
-Czemu wyjechałaś z LA.?
Zaśmiałam się.. -Jeszcze pytasz.?
-Noo..  tak jakby..
-Słuchaj.. -stanęłam i popatrzyłam na Lou. - Ja rozumiem, że wy, faceci jesteście zacofani o 2 lata, ale stary.! Ja po prostu jestem... -nie wiedziałam jak to mu oznajmić..
Co, powiem mu może "Wiesz.. jestem cholernie zazdrosna o to, że jesteś z Eleanor a nie ze mną..." Byłabym chyba nieźle porąbana..
Chłopak spojrzał na mnie pytająco, nadal oczekując odpowiedzi.
-No bo ja..
-Mhmmm.???
-Louis.. jakby to tak ująć.. -przeczesałam wystającą z czapki grzywkę. -Nie wiesz co.. To nie ma sensu.. Ja jestem głupia, że sobie takie coś wyobrażam..  Ty powinieneś być teraz z El. a nie ze mną, więc jedź do domu, a ja pójdę do siebie i.. -nie dokończyłam, bo poczułam jak ktoś zatyka mi usta swoimi wargami. Wytrzeszczyłam oczy i próbowałam się cofnąć, jednak chłopak, tak zgrabnie mnie objął, że unieruchomił mnie na chwilę.
Moja mina musiała być bezcenna..
Po chwili jednak objęłam wokół szyi mężczyznę i czule odwzajemniałam jego pocałunki.

Od Autorki. Kochani.!!! Dzisiaj.. No już prawie koniec tego cudnego dnia.!! Chciałam wam dac prezent ode mnie i od razu mówię, że na moim blogu miesiąc Grudzień będzie miesiącem wyjatkowym.!! Zapraszam tak więc do czytania i życze wszystkiego Najlepszego.!!






środa, 27 listopada 2013

" 26. Kiedy sen staje się rzeczywistością "

26. Usłyszałam jeszcze tylko cichy śmiech dziewczyny i jej oddalające się kroki. Moje dłonie momentalnie oddaliły się od buzi, gdy poczułam rękę na moim ramieniu.
Obróciłam się w stronę postaci i podniosłam wzrok.
Mhm.. Louis..
-Weź stary chociaż ty mnie nie dobijaj.. -wstałam, siadając leniwie na łóżku i bawiąc się końcówką jasnoniebieskiego kocyka, nie majac najmniejszego zamiaru słuchac jego wywodów..
-Ale Maja..
-Nie.!! -krzyknęłam tym samym mu przerywając. Mimowolnie wstałam  -Teraz to ty mnie posłuchasz.! Mam dość tej twojej dziewczyny, a więc albo wy się stąd wyprowadzicie, albo ja to zrobię osobiście.! Nie będę siedziała na tej samej sofie, co ona siedziała, ani dotykała tych samych rzeczy co ona.! Mam jej
serdecznie dosyć.!! -wrzasnęłam, gestykulując nerwowo rękoma.
Chłopak siedział patrząc na mnie zrozumiale, zrobiło mi sie go trochę szkoda, że tak na niego naskoczyłam.
-Jakoś dotykałaś te same usta co ona.. - mruknął cicho, pochylając głowę w dół.
Tym normalnie mnie zatkał..
Stałam przez chwilę w bezruchu patrząc na niego niezrozumiale, jednak po chwili wybuchłam śmiechem.
-Hahahah.. co.?? -zapytałam retorycznie. Widząc jego minę sama spoważniałam. -Louis.. Ja rozumiem, że ty lubisz żartować i w ogóle, ale dzisiaj nie mam humoru, jasne.?
Brunet ani na chwilę nie promieniał, wręcz przeciwnie, z każda chwilą stawał sie bardziej poważny, co działo się naprawdę rzadko..
-Ej.. Ty chyba nie twierdzisz, że...
-Tak. -Lou popatrzył mi prosto w oczy..
-Ej nie..
-Tak.
Aż usiadłam... Przyłożyłam rękę do czoła i westchnęłam ciężko. Mężczyzna nie wiedząc co ma zrobić siedział cicho w bezpiecznej odległości.
-Ale jak to.?!! -zapytałam delikatnie podnosząc ton głosu.. Ponownie przewróciłam wzrok na bruneta.
-No po prostu.. Majka .. No bo ten.. Jak wtedy byliśmy w Kornwalii to trochę wypiłaś.. I ja byłem trochę zdruzgotany po tym jak El ze mną zerwała.. No i... -na chwilę przerwał, głośno przełykając ślinę - No i wtedy zaczęliśmy sie całować..
-Ale nic nie zaszło...? -przerwałam mu na chwilę, patrzac na niego uważnie. "Panie Boże, ja wiem, że niedobre ze mnie dziecko, ale proszę Cię.!! Oby tam nic nie.."
-Nieeee... -Lou przerwał moje modlitwy..
Odetchnęłam z ulgą..  Po chwili jednak przypomniałam sobie zdjęcie opublikowane przez Elę.
-Ej czekaj.. robiłes wtedy zdjecie.?
-Niee.. chyba.. Maja.. Nie pamiętam.. -mruknął ponuro chłopak.
-Mhmm.. okej..  -odpowiedziałam podnosząc delikatnie brew.
-Ej posłuchaj mnie... -brunet chwycił moje dłonie i mocno je ścisnął. -To co wtedy się tam wydarzyło wile dla mnie znaczyło.. Myślałem, że ja i ty wiesz.. Ale potem jak ty nic nie pamiętałaś, to nie chciałem robić nic na siłę.. I wiesz. .tak wyszło.. -wstał  i poprawił koszulkę. -Pamietaj, że zawsze będziesz dla mnie ważna..
Powiedział tylko tyle i wyszedł..
Zatkało mnie..
Nie obracałam się w stronę białych drzwi.. Nie patrzyłam na meble, na okno.. Nie myślałam nad moim rozbitym laptopem.. Myślałam nad tym, co powiedział mi Louis.. To było.. Dziwne.. Przecież nigdy nie pomyślałabym, że... O nie.!!!
Walnęłam się na łóżko i przytuliłam do misia...
-Tyle przegrać.!!! -wrzasnęłam pretensjonalnie.
[...]
 27 listopada.. Godzina 5.45 .. (w Londynie)
Przestawiłam strefę czasową w telefonie i na zegarku przestawiłam godzinę..
W Stanach jest  już 7.30.. Ciekawe, kiedy się zorientują, że wybiłam z Ameryki..
Miałam już dość.. Po prostu uciekłam od problemów jak typowy tchórz..  Postanowiłam odwiedzić starych przyjaciół..
-Natasza.??? -zapytałam niezgrabnie trzaskając przez przypadek drzwiami..
-Co jest kurwa.? -usłyszałam tylko jej ciche, zaspane jęknięcie..
Uhum.. Chyba śpi..
-Stara koleżanka cię odwiedziła..

||| Autorka. Kochani.!!! U mnie trrchę zmian: postać nie ma na imię Klaudia, jak wcześniej tylko Maja :**  |||

wtorek, 15 października 2013

"cz. 25 Kiedy Sen staje się rzeczywistością"

25. Chłopak w momencie znalazł sie obok dziewczyny która zwijała się z bólu i wziął ją na ręce.
-Och.. jakież to romantyczne.. -mruknęłam przekręcając oczami i po chwili podbiegłam do zakochanej dwójeczki.
-Boże.. Coś ty najlepszego zrobiła.?! -wrzeszczała brunetka a ja tylko, gdy Lou nie patrzył posyłałam jej całuska i puszczałam oczko.
-Sama chciałaś.. Jak mnie pierdolnęło 20 lat temu i żyję z tym, to ty też będziesz potrafiła.. -mruknęłam, lecz gdy chłopak spojrzał na mnie z podniesioną brwią w momencie wstałam i dodałam czułym głosem:
-Przynieść okład.??

...Dzień później..

-Co robisz.? -zapytała Natasza, uśmiechająca się do kamerki i jedną ręka odpychająca Nialla.
-Hej.. Siedzę sama w pokoju, te dwa debile poszli na "roomantyczny" -i tutaj moja twarz uległa skrzywieniu  -spacerek.. A ja się nudzę.. Wczoraj rąbnęłam nieźle Elke w głowę i obydwoje nie odzywają sie do mnie od tego momentu.. -dodałam cicho, podrzucając swoim i-phonem.
-No to grubo.. -skomentował jednym słowem Niall, podstępnie kradnąc dziewczynie marsa, o którego tak długo się bił..
Oni to mają fajnie.. Sa razem, kłóca się na żarty i jej nikt nie podbiera chłopaka.. Dobra nie przesadzajmy, Louis nigdy nie był i nigdy nie bedzie mój... Taki to już mój los..
-Dobra misiaki.! -klasnęłam w dłonie.. -Ja zmykam, bo chyba moi zacni współlokatorzy wrócili ze sklepu i mają jedzenie.! -powiedziałam podekscytowana i zjechałam strzałką na czerwony krzyżyk. Usłyszałam tylko równy krzyk Nataszy i Nialla "Jedzenie.?!" po czym ekran zrobił się czarny.
Zbiegłam do reszty domowników, oczywiście bez żadnego skrupułu, pierwsze zanurzając się w siatce.
-Mówi się cześć.. -Louis popatrzył na mnie z delikatnym uśmiechem i zaczął wypakowywać rzeczy  na wyspę.
Łaaałł, odezwał się.. Pewnie dlatego, że Elka nie wróciła z nim.
-Gdzie Elka.? -zapytałam w ogóle nie zwracając uwagi na radę chłopaka.
-Poszła na zakupy.. -powiedział cicho i podał mi jabłka.
Nie skomentowałam tego.. ona zawsze musi iśc do galerii po spacerze z Lou, a potem wraca zapakowana trzema, czterema siatami..
-Jutro jadę do Londynu. -zmieniłam temat i ugryzłam jabłko, odwracajac się i kierując na górę.
-Czekaj co.? -brunet  chwycił mnie mocno za ramię i tym samym obrócił w jego kierunku. -Jak to wyjeżdżasz..??
-Normalnie.. -powiedziałam oschle i wzruszyłam ramionami. patrząc Louisowi w oczy. -Coś nie tak.? -zapytała retorycznie, podnosząc lewą brew do góry.
-Nie.. -mężczyzna spuścił wzrok i jakby przez chwilę zastanawiał się co powiedzieć.. -Ej nie.. -Przybliżył mnie do siebie i jeszcze bardziej ścisnął moje ramię. -Nie możesz..
Spojrzałam na niego jak na idiotę... On to sobie może.. Elusi najwyżej..
-No wiesz.. -uśmiechnęłam się wrednie -Ty i Eleanor zostaniecie sami w takim dużym domu.. Wychodzę wam na rekę.. Kto wie co możecie tutaj robić.. -puściłam mu oczko, ponownie chcąc zawrócić.
-Klaudia.!!  -warknął brunet i delikatnie mną szarpnął.
Łaał, cóż za siła..
-O co ci znowu do jasnej cholery chodzi.? Zgrywasz kobiete bez uczuć.?!
-A co ty taki nerwus...
-Bo kur.. dę jesteś nie do zniesienia.!
-No.. to dlatego ułatwiam ci to i wyjeżdżam.. -zkwitowałam jednym zdaniem i wyrwałam rekę z jego uścisku, wbiegając po schodach na górę.
Nie wiem czemu, ale zachciało mi się płakać.. Jeju.. Ale ze mnie mięczak.
Otarłam łzy i weszłam do pokoju. Momentalnie mnie zatkało..
-Eleanor.?!!! Co ty robisz.?!!! -krzyknęłam przerażona i szybko podeszłam do dziewczyny.
Brunetka siedziała na moim laptopie i chyba cos w nim szperała.. No na pewno cos w nim robiła..
Jednym zgrabnym ruchem chciałam zabrać jej go, jednak ona zbyt szybko zareagowała. Wstała i zrobiła parę kroków w tył.
-E e e.. -pokręciła głowa z wrednym uśmieszkiem- Nie tak łatwo..
-Oddawaj go.!! -krzyknęłam robiąc krok do przodu.
-Ej.! -zatrzymała mnie.. -Bo to zaraz pojawi się w sieci i będzie, że nowo wschodząca gwiazda muzyki pop Lilly (moja nazwa jako piosenkarki) chce  zepsuć wspaniały związek Louisa Tomlinsona i Eleanor Calder.. -powiedziała uśmiechając się sztucznie i pokazując mi przerobione zdjęcie na którym... O Mój Boże... Ja i Louis się całujemy i to nie tak za bardzo grzecznie..
Osz Fak.! Moje reputacja.!!!!
-Ty pieprzona mendo.!!! -oddawaj to.! -rzuciłam się na dziewczynę, jednak ona jednym kliknięciem dodała to na moje konto Twittera z dopiskiem "Jak słodcy sa cudzy chłopcy xox"
-Nie.!! Oddaj to.! -wrzasnęłam płaczliwym tonem i chciałam zabrać jej niebieskiego laptopa, jednak ona wychyliła go przez otwarte okno.
-Ela.. nie zrobisz tego.. -w momencie stanęłam bez ruchu i spojrzałam na nią przerażona.
-Oj żebyś wiedziała, że tak..  -mruknęła, uśmiechając się wrednie i wyrzucając moją własność przez okno. -Uups.. -syknęła słodkim głosem, zaraz po huku, który wydał mój laptop zderzajacy się z ziemią, po czym wyszła z uśmiechem, "zalotnie" poprawiając włosy..
Uklęknęłam na ziemi i po prostu się rozbeczałam...  // Autorka. Kochani baardzo was przepraszam za to, że nie dodawałam nic.. Miała problemy rodzinne (zmarła mi bliska osoba) i długo nie wchodziłam.. Ale teraz jest lepiej i postaram się dodawac rozdziały raz lub dwa w tygodniu,  albo i częściej :)) Dziękuję, z emnie czytacie i jesteście ze mną, pomimo, z etyle razy was zawiodłam ♥



wtorek, 13 sierpnia 2013

UWAGA.!!!

UWAGA

Od dnia 13.08.2013 do 21.08.2013 Blog zostaje zawieszony.! Powód.? Wyjeżdżam na wakacje (wiem trochę późno xD ) Kiedy wróce to dodam nowy rozdział :* 
Z góry dziekuję za wyrozumiałość :)

Autorka :**

niedziela, 11 sierpnia 2013

"Kiedy sen staje sie rzeczywistością cz.24"

24. -No a tobie co.? -Eleanor zmierzyła mnie wzrokiem i wzięła łyk herbaty. -Po prostu, Louis odkrył co stracił i postanowił naprawić wszystko..
W tym momencie zamarłam.. Otworzyłam delikatnie usta, i trzymałam je tak długo, dopóki nie zorientowałam się, że zrobiłam taki manewr..
-On z tobą.?! -powtórzyłam pytanie -Aha.!! -coś do mnie doszło. Skrzyżowałam ręce pod klatka piersiową i przeniosłam masę ciała na lewą nogę.
-Tobie wcale ten David -i tu zrobiłam palcami w powietrzu znak cudzysłowu -Nic nie zrobił tylko to była wymówka przed tym, żebyś tu zamieszkała.. -zrobiłam minę cwaniaka spojrzałam na nią pytająco, oczekując jej odpowiedzi.
Dziewczyna po krótkim namyśle zaśmiała się wrednie i pokazała na mnie palcem, kłaniając głowę „z uznaniem”
-No widzisz.. jesteś blondynką, ale szybko się czegoś domyślasz.. -zaśmiała się i obróciła się, zarzucając „zjawiskowo” swoimi włosami.
Nie.. Ja już nie daję rady.. No skąd się tacy ludzie biorą.?!!
Zmierzyłam tylko brunetkę wzrokiem i poszłam do swojego pokoju, gdzie siedziałam aż do powrotu Louisa...
-Jestem w domu.! -krzyknął znajomy męski głos. Wstałam z łóżka i pobiegłam na dół. Brunet stał w salonie i już miał się rzucić na kanapę, gdy nagle zobaczył mnie.
-oO hej Klauduś.!! -krzyknął z uśmiechem i w geście powitalnym wysunął ręce w moją stronę.
Zmierzyłam go wzrokiem i skrzyżowałam ręce.
-No co misiu.??
-Nie mów tak do mnie..
-Dobra.. co się stało.. -tym razem rzucił się ciężko na niebieską sofę.
-Czemu mi nie powiedziałeś że chodzisz z Eleanor.? -tym razem i ja usiadłam, ale bardziej łagodniej. Chłopak spuścił wzrok i przez chwilę się nie odzywał.
-Możesz mi powiedzieć.?!! -podniosłam delikatnie głos. Chłopak dalej milczał... Usiadłam po turecku i zaczęłam zataczać kółka na swoim kolanie.
-A.aa. jesteś zazdrosna.?? -chłopak zmienił tryb rozmowy o 180 stopni i spojrzał na mnie z zabójczym uśmiechem.
-Nie.! Nie jestem zazdrosna.! -krzyknęłam i wstałam z kanapy patrząc na chłopaka. -Po prostu oszukujecie mnie od początku.! Dobrze wiesz, że nienawidzę tego paszte.. twojej dziewczyny.! -dodałam, przeczesując nerwowo włosy do tyłu.
-Przestań być taka oschła dla innych.! Ludzie się zmieniają, tak trudno to pojąć.?!! -tym razem i Louis wstał. Podniósł głos i patrzył na mnie wkurzony. Cofnęłam się krok do tyłu słysząc jak „delikatnie” podniósł głos. Trochę się wystraszyłam, a chłopak widząc to, przyciszył się i zmieszany spuścił wzrok.
-Przepraszam.. -Mruknął i podszedł do mnie, tuląc mnie. Nie protestowałam. Schowałam głowę w jego tors i również się do niego tuliłam.

Następnego dnia..

-Klaudia, na klatę.!! -krzyknął Louis ze śmiechem podając mi piłkę. Oczywiście ja... Bardzo
„doświadczony” gracz, obróciłam się w stronę chłopaka z pytającą miną. Po chwili zobaczyłam piłkę i poczułam mocne uderzenie w nos..
….
-Klaudia.?? Żyjesz.? -mruknął znajomy głos. Powoli otworzyłam powieki i zobaczyłam rozmazanego Louisa, nachylającego się nade mną. Pokiwałam twierdząco głową lecz po chwili znowu walnąłem ją na ziemię.
-Ile widzisz placów.? -zapytał wystraszony brunet.
-Yyy.. Pięć.? -odpowiedziałam zjaranym głosem.
-Dobra.. czyli wszystko jest okej..
-A co ty myślałeś.? Jej już jakieś 20lat temu uderzyło w głowę... -mruknął tym razem damski głos.. Nie trzeba było nawet widzieć tej osoby, żeby stwierdzić kto to powiedział.
-Bo jak ja ci pierdolnę.. -mruknęłam próbując wstać. W momencie obydwie osoby obróciły się w moją stronę i zaczęły ponownie kłaść na ziemi..
-Spokojnie Klaudusia.. Odpocznij chwilę.. -powiedział Louis, gładząc mnie po głowie.
Po 15 minutach doszłam do siebie i ponownie zaczęłam grać. Teraz to było o co.!! Elka przyłączyła się do gry, a więc.. ewentualne faule mogły się zdarzyć..
Grę zaczęłam tzw. kapkowaniem po mojemu, czyli odbijaniu piłki kolanem, czy tam udem.. Nie znam się na nożnej..
-No Klaudia.! Graj.! -krzyknął Louis.
Posłuchałam chłopaka i kopnęłam piłkę z dużą siłą w stronę Eleanor. Ta chyba nie zdążyła odbić i dostała w głowę.
Po chwili usłyszałam tylko ciche jęknięcie z bólu i runięcie na podłogę.

-OMG.!! -krzyknął wystraszony Louis i podbiegł do dziewczyny.

piątek, 9 sierpnia 2013

Uwaga.!!

Kochani.! Przepraszam was, że przez tak długi okres nie dodawałam rozdziałów.! Miałam pewna sytuację kryzysową i nie miałam jak wchodzić na bloga i na internet. W związku z tym obiecuję (I tu już na serio.! xD) że dodam rozdział dzisiaj, lub najwyżej jutro i będe dodawać przez kilka dni rozdziały CODZIENNIE.!! 

Dziękuję, Autorka :* ♥ 

niedziela, 30 czerwca 2013

"kiedy sen staje się rzeczywistością cz.23"

23. Widząc Eleanor w moim domu, tulącą się do Louisa.
Zaraz.. Zaraz.. Tulącą się do MOJEGO Louisa.
-Ekhem.. -chrząknęłam i w tym momencie oboje odwrócili się w moją stronę.. Zaciekawiła mnie jedna rzecz.. Mianowicie po krótkim ogarnianiu twarzy Elki, stwierdziłam, że dziewczyna była cała zapłakana..
Postanowiłam odpuścić sobie wszelkie chamskie komentarze na jej temat i podeszłam do nich.
Spojrzałam pytająco na Louisa, lecz on tylko wzruszył ramionami i dalej przytulała El.
-Eleanor co się stało.? -zapytałam, głaszcząc delikatnie jej włosy.
Jak się domyśliłam dziewczyna nie miała najmniejszego zamiaru nam powiedzieć o co chodzi... Zaczęła jeszcze bardziej płakać.
-El... co się stało.? -to samo pytanie zadał chłopak przytulajac ją do siebie.
-To wszystko przez niego.. -w końcu wyszlochała brunetka.
-Przez kogo.? -zapytałam marszcząc brwi. Wszystko mi się już pomieszało..
-Eleanor popatrz na mnie.. -powiedział donośnym głosem chłopak i chwycił ją za ramiona, żeby popatrzyła na niego. -To chodzi o niego.? -zapytał, a gdy dziewczyna pokiwała głową twierdząco, chłopak bez słowa ją do siebie mocno przytulił i mruknął coś, czego ja nie zrozumiałam.
No fajnie.. obydwoje wiedzą o co chodzi, tylko ja nie wiem.. Uroczo..
Po krótkiej rozmowie z Lou, postanowiłam zatrzymać dziewczynę na jakiś czas, póki się nie uspokoi, a jej stan psychiczny się poprawi.
-Eleanor.. zostaniesz u nas przez jakiś czas.. i tak teraz już nie ma samolotu do Anglii, ostatnio odleciał jakąś godzinę temu.. - rzekłam, niedbale podpierając się o fotel.
-Dziękuję.! -krzyknęła dziewczyna, ocierając łzy. Podeszła do mnie i mnie mocno przytuliła.
Odwzajemniłam uścisk, tylko z mniejszym entuzjazmem.. ogarniałam coś, co mi nie za bardzo pasowało..
Otóż w przedpokoju stała duża walizka El.. Czyżby przewidziała, że my ją przyjmiemy.? Coś jest nie tak.. Dobra.. nie będę dzisiaj sobie tym głowy zawracać..
Było około godziny 22, gdy siedziałam na łóżku i wyłączałam laptopa... Nagle ktoś zapukał spokojnie w drzwi..
-Proszę. -powiedziałam cicho i opuściłam klapkę.
Zobaczyłam Louisa, który cicho wszedł do pokoju.. łaał.. Pierwszy raz bez wejścia smoka... Nie no.. szacun.
-Coś z Eleanor.? -zapytałam, patrząc na chłopaka, który od razu pokiwał przecząco głową.
-Nie.. Klaudia.. ja tylko chciałbym powiedzieć, że będę spał w gościnnym.. -oznajmił chłopak siadając obok mnie.
-Okej.. -powiedziałam nie zastanawiając się nad jednym małym szczegółem..
-Y.. czekaj.. Tam przecież śpi Eleanor.. -powiedziałam patrząc na chłopaka, który spuscił głowę w dół.. -Nie no, rób co chcesz.. -dodałam, kładąc laptopa na stoliku nocnym.
-Nie jesteś zła.? -zapytał.
-Nie..
I po tych słowach siedzieliśmy w ciszy przez dobre 15 minut.
-Lou.?
-Słucham.?
-A o co chodzi z Eleanor.? Kto jej coś zrobił.? -zapytałam nie wytrzymując z ciekawości.
Chłopak po chwili ciszy, postanowił mi powiedzieć o co chodzi.
-Bo był kiedyś taki chłopak.. Nazywał się chyba David.. I on chodził z Eleanor, jak jeszcze ja jej nie znałem. No i gdy któregoś dnia ona z nim zerwała to.. -na chwile chłopak spuścił głowę, lecz zaraz ją podniósł. -To zagroził jej, że jeżeli znajdzie kiedyś kogoś innego to on ją znajdzie i wiesz.. Takie głupoty jej powiedział, ale ona tego sobie do serca nie wzięła i po kilku miesiącach zaczęła ze mną chodzić.. I wszystko się dobrze układało, do czasu, gdy ktoś zaczął jej wysyłac różne pogróżki itp.. -oznajmił chłopak, bawiąc się frędzlem od mojej poduszki..
Siedziałam cicho, patrząc z niedowierzaniem na Louisa....
-Nie wiedziałam, że miała takie przeżycia.. -mruknęłam cicho i spuściłam głowę..
[…]
Rano wstałam, gdy już nikogo nie było na górze..
Zeszłam na dół, gdzie siedziała tylko Eleanor.. Louisa nie było.. Miło.. przez dobre dwa tygodnie El siedziała u nas w domu i nie miała najmniejszego zamiaru się stąd wyprowadzić.. Głupio mi było też ją tak wywalić..
A najlepsze było to, że przy Louisie cały czas beczała, a przy mnie to po prostu forever happy.
-Hej, jadłaś śniadanie.? -zapytałam idąc do kuchni.
-Jadłam.. -mruknęła dziewczyna robiąc wyrzutną minę.
-Widzę, że ktoś tu lewa noga wstał. -zaśmiałam się, jednak brunetka zmierzyła mnie wzrokiem.
-Mój interes, czy zjadłam, czy nie, czy wstałam lewą noga, czy prawą.. a poza tym.. Lou mi zrobił śniadanie.. -powiedziała i zaczęła przeskakiwac po kanałach.
-Dwa dni mnie w Stanach nie było i już takie zmiany.. -powiedziałam cicho i podniosłam brwi.
-A no jakoś tak.. I Klaudia.. mam do ciebie wielką prośbę.. nie zbliżaj się do Louisa.. -mruknęła i zrobiła dzióbek cwaniaka.. -Chodzimy ze soba na nowo i nie chcemy, żeby KTOŚ nam to popsuł..

-Że co proszę.?! // Dziękuje za przeczytanie i przepraszam że nie dodawałam rozdziałów ale miałam dużo do nadrabiania ;/ będe dodawac regularnie rozdziały^^ 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

"Kiedy sen staje się rzeczywistością cz.22"

22. I z uśmiechem przetarł mi czubek nosa.
-Byłas brudna z czekolady.. -powiedział i zaśmiał się cicho.
Odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam na chłopaka z rozbawieniem.
Po około 20 minutach postanowiliśmy jechać do domu.
Oczywiste było, że za kółkiem będę ja, ponieważ Louis nie był przyzwyczajony do prowadzenia w innym kierunku (dla niewtajemniczonych -w Anglii jest ruch lewostronny w odróżnieniu od większości krajów xd)
Całą drogę rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Widać było, że chłopak był strasznie zmęczony, dlatego nie zagadywałam go bardzo.
W domu on poszedł jako pierwszy do łazienki, ja za ten czas przyszykowałam kolację. Włączyłam radio w kuchni, akurat leciała piosenka Honey -Nie powiem jak masz kochać mnie. Oczywiście zaczęłam ją śpiewać. Trochę dziwiło mnie, że na amerykańskiej stacji leci polska piosenka, jednak mój piekny zadziw przerwał w pewnej chwili donośny śpiew jakiejś serenady, którą Louis sobie wypatrzył..
Ej na serio.. ostatnio śpiewał serenadę jakiegoś tam gościa.. (nie znam z nazwiska) to.. -O sole mio..
Ale szczerzę wolę go w wydaniu Louisa z 1D..
-Louis.!! Bo będziesz spał w salonie.! -krzyknęłam śmiejac się. Chłopak w momencie umilkł.
No.. i tak ma być..
Siedziałam na stole mieszając swój soczek , gdy brunet objął mnie i popatrzył na mnie z szerokim uśmiechem..
-Klauduś.. powiedz mi.. Dlaczego zawsze ja tobie ulegam.? -zapytał śmiejąc się.
-No bo wiesz.. -obróciłam się w jego stronę z nożem w ręku. -W związkach to kobieta zawsze jest ta lepszą. -mówiąc to posłałam mu buziaczka.
On spojrzał na mnie miną w stylu „Are you fucking kidding me.?” i poczochrał moje włosy.
-Taak. Ale ja, my nie jesteśmy w związku.. -mówiąc to posłał mi zadziorne spojrzenie i puścił oczko.
-Ej.!! Łapiesz mnie za słowa.. -krzyknęłam i pogroziłam mu nożem. Szczerze to.. zgasił mnie..
Lou zaśmiał się i objął mnie w biodrach.
-Wiesz co.. muszę ci coś wyznać.. -mruknął po czym spojrzał na podłoge a następnie na mnie.
Ja od razu podjar.. Nogi mi się ugięły, lecz starałam zachowywać straszne „zdziwienie”.
-Jesteś moim .. -oczywiście przytrzymał mnie w napięciu, a na jego twarzy zaczął błąkać się zadziorny uśmieszek -Słodziutkim pączuszkiem..
Gdy to usłyszałam myślałam, że strzelę chłopaka z liścia.
-Dzięki stary, dzięki.. -mruknęłam z oburzeniem i poszłam w stronę łazienki na górę. -Śpisz na podłodze.! I nie dostaniesz buziaka na dobranoc.!
-Ale jak to.? Nie dostanę buziaka na dobranoc od pączusia.? -chłopak zrobił sztucznie załamaną minkę i zaczął „płakać”
-Spadaj..
-Klauduszek pączuszek mój mały pieszczuszek.. -Lou zaczął na cały dom śpiewać piosenkę, która brzmiała jakoś tak.
-Louis.!!!! -wrzasnęłam z łazienki. Myślałam, że mu zaraz coś zrobię, nie dość, że wkurzył mnie za „pączusia” to jeszcze „pieszczusia”.
W tempie ekspresowym wyszłam z łazienki w różowo-białym szlafroku i czym prędzej popędziłam do mojego pokoju.
Oczywiście zastałam tam mojego przystojniaka, szperającego w moim laptopie z wielkim bananem na twarzy.
Czekaj.. czekaj.. W MOIM LAPTOPIE.!!!
-Lou.. -zapytałam grzecznie i podeszłam spokojnie do chłopaka. - Co tam szperasz.? -Tym razem zabrałam mu moją własność i ogarnęłam na co wszedł.
-Ładny blog.. -mruknął chłopak z zadziornym uśmiechem, wstając ciężko z łóżka.
-Geniuszu.. on jest po Polsku..-odpowiedziałam, myśląc, że pocisnęłam mu ciętą ripostą.
-Geniuszu.. -zaśmiał się i poklepał mnie lekko w czółko -Nasza technika poszła nieco do przodu i jest coś takiego jak „tłumacz stronę”.. -mówiąc to zrobił minę wielkiego geniusza matematycznego.
-Aleś ty mądry.. -dodałam lekko się zawstydzając.
Siedziałam na Facebooku, gdy do Louisa zadzwonił telefon.
-Tak kotku słucham.? -zapytał do słuchawki, patrząc na mnie kantem oka.
„Ha.! I tu cię mam.!! Wiem kto to dzwoni.. Nie nabierzesz mnie..”
-Hej Harry.!! -krzyknęłam dosyć niewyraźnie, bo podpierałam głowę ręką.
Brunet zrobił zmarnowaną minę i po wysłuchaniu Hazzy zapytał mnie:
-Klaudia.. Harry mówi, że Ala mu mówi, żebyś mi powiedziała, zebym ja mógł przekazać Harremu, żeby on powiedział Alicji jakie ty jej dawałaś lekarstwa, żeby szybko wyzdrowiała.. -Lou powiedział dosyć szybko.
-Yy.. czekaj co.? -spojrzałam na chłopaka z namalowanym nieogarem na twarzy.
Chłopak zrobił facepalm i mruknął:
-Jakie Alicji dawałaś lekarstwa jak była przeziębiona.?
-Aa... To trzeba tak od razu.. -powiedziałam i po chwili zastanowienia się oznajmiłam -Yy.. no to tak.. Etopiryna.. Powtórz Harremu Etopiryna..
-Masz kupić Etiopijinę .. -chłopak mruknął patrząc na mnie pytająco.
-Etopirynę.
-Etiopijine.
-Dobra zmieńmy lekarstwo.. -rzekłam robiąc załamaną minę. -Gripex. -dodałam stanowczo, uśmiechając się sama do siebie. W mojej głowie pojawiały się podteksty, jak Louis powie „Gripex”
-Inne.! Gjipieks..
-O Gad.. Dużo się dogadacie.. -powiedziałam wystawiając rękę w stronę chłopaka, a gdy ten dał mi telefon czym prędzej powiedziałam:
-Haroldzie.! Ala musi zażyć Gripex lub Etopirynę.
-Gjipex lub Etopilynę.. -usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.
Chociaż lepiej gada niż Louis..
-A co się z nia złego dzieje.? -zapytałam, a do mojej głowy naszły najgorsze myśli.
-Jest przeziębiona.. -oznajmił chłopak, a ja w momencie się uspokoiłam.
-Aha okej.. ej wiesz co ja muszę kończyć.. Pozdrów Alę.. -i w tym momencie się rozłączyłam widząc../ Przepraszam, że tak nie dodawałam.. Ale koniec roku.. Postaram się dodawac systematycznie, ale teraz mam najgorsze tygodnie bo wiecie.. Zdawanie :// Dziękuje że mnie czytacie. :** ♥


niedziela, 2 czerwca 2013

"Kiedy sen staje się rzeczywistością cz.21"


21. -Żartujesz sobie.? -mruknęłam z niedowierzaniem.
Pokazałam palcem na dom, w którym byłam dosłownie zakochana.
-Ja o tym czymś mówię.. -próbowałam uświadomić chłopakowi jaki dom mam na myśli.
-No ja też.. -Louis nadal patrzył na mnie jak na idiotę.
-A..Aha..-odpowiedziałam z nieogarem na twarzy.
Przez dalsza drogę wygłupiałam się z chłopakiem na tylnych siedzeniach.
-Ten kierowca musiał sobie dobrze o nas pomyśleć.. -zaśmiał się chłopak biorąc do ręki dwie walizki.
Ja wzięłam jedną mniejszą. Weszliśmy do domu i w momencie zakochałam się w nim.
W mieszkaniu przeważały ciepłe barwy z dodatkiem białego koloru. Wszystko było idealne..
-I jak.? Podoba się.? -Lou podparł głowę o moje ramię.
W odpowiedzi tylko pokiwałam twierdząco głową i uśmiechnęłam się serdecznie.
Nie minęło 5 godzin, a my już czuliśmy się jak u siebie w domu. Rzeczy były popakowane, tylko teraz ozdabiałam dom małymi przedmiotami, żeby było ładniej. Po prostu zawsze lubiłam mieć jakieś bzdety.
Kiedy dekorowałam dom, Lou robił obiadokolację + śpiewał „I'm sexy and i know it”. Gdy skończyłam podeszłam do chłopaka i zaczęłam się śmiać.
-Nie jesteś sexy.. -oznajmiłam puszczając mu oczko. Jak myślałam Lou przestał śpiewać i zgromił mnie wzrokiem.
-Jestem.!! Zazdrościsz mi.. -tym razem to on puścił oczko.
-Ciekawe czego.. -prychnęłam udając obojętną. Spojrzałam na niego góra, dół, góra, dół i posłałam mu wredny uśmieszek.
Louis chwycił mnie za biodra i przysunął do blatu, po czym ścisnął mnie i delikatnie potarł swoim noskiem o mój.
-Bo ja jestem słodki.. -mruknął śmiejąc się delikatnie i nadal pocierając noskiem.
-Mhm.. -pokiwałam twierdząco głową i zacisnęłam wargi, żeby powstrzymać atak śmiechu. -Co tam dobrego zrobiłeś.? -zmieniłam temat i odsunęłam lekko głowę, aby móc zaglądnąć co chłopak przygotował.
Lou spuścił głowe i się zaśmiał.
-Ty zawsze psujesz najlepszy moment....
-Wiem. -zaśmiałam się i dałam mu szybkiego całusa w policzek.
Brunet zarumienił się i puścił mnie wolno, żebym zobaczyła co dobrego przygotował.
Podeszłam do stołu i zobaczył pyszne naleśniki polane sosem czekoladowym i ozdobione różnymi owocami.
-Łaał... Louis burzysz... -zaśmiałam się i nałożyłam nam po jednym naleśniku.
Oczywiście w trakcie jedzenia nie odbyło się bez rzucania winogronami lub czereśniami... Ale to pomińmy..
Po zjedzeniu Lou dał propozycję, żeby iść na spacer. Oczywiście nie miałam nic do roboty to się zgodziłam.

Poszliśmy pierwsze na targ w Holly, gdzie zamówiliśmy szejki: ja -truskawkowy, Lou -malinowy.
Potem pojechaliśmy do Hollywood. Jechaliśmy 2 godziny i całą drogę prowadził Louis.
Zaparkowaliśmy przed wzgórzem, na którym widniał słynny napis „Hollywood”.
Podeszła do Lou i chwyciłam go pod ramię.
-Jutro gdzieś musisz iść.? -brunet spojrzał na mnie swoimi niebieskimi tęczówkami pytająco.
-Nno.. zapoznać się z kimś tam.. -mruknęłam patrząc na chłopaka.
-Aha.. -odpowiedział i wbił wzrok w ściezkę prowadzącą do góry.
Jeszcze przez chwilę patrzyłam na niego, jednak po 2 minutach skierowałam wzrok na inny przedmiot.
Lou był dzisiaj jakiś dziwny, ani nie żartował, ani nic.. może się z kimś pokłócił.. nie wiem.
Z czasem chłopak stał się coraz bardziej gadatliwy.
-Klauduś... lubisz mnie.?
-Co zrobiłeś..?
-Nic, ale lubisz mnie.?
-No, co zrobiłeś.?
-Lubisz.??
-Tak lubię, ale co przeskrobałeś.? -popatrzyłam na chłopaka tulącego mnie w talii.
-Nic po prostu bardzo cię lubię i chciałbym wiedzieć czy ty mnie też... -brunet przewrócił oczami i mocniej mnie przytulił.
Zatrzymaliśmy się na szczycie wzgórza. Teraz miałam przed sobą po jednaj stronie widok na wszystkie wille najsławniejszych gwiazd, a po drugiej wielki napis znany ze wszystkich gazet i filmów.
Oczywiście porobiliśmy sobie zdjęcia Iphonem Lou, ponieważ mój się rozładował.
-Ślicznie tu prawda.? -zapytałam robiąc zdjęcia, jednak nie dostałam odpowiedzi.
Za to chłopak stanął przede mną i objął mnie delikatnie, patrząc mi do tego w oczy.
Oczywiście ja jak debil tylko się zaśmiałam bo troszeczkę mnie speszyło zachowanie chłopaka, jednak ten nic sobie z tego nie robiąc pochylił się nade mną i … / Dziękuję że czytacie mój blog i jesteście cierpliwi , jednak miałam teraz przerwę bo musiałam cos zrobić. Przepraszam i obiecuję, że jutro dodam kolejną część. :**


wtorek, 7 maja 2013

"Kiedy sen staje się rzeczywistością cz.20"


20. Rano obudziłam się ściśnięta przez ręce Louisa.
-Lou.. -niestety musiałam go obudzić..
-Taaa.?? -jego głos był niezwykle trzeźwiejszy niż mój.
-Dobrze się czujesz.? -podniosłam głowę i ujrzałam już ubranego bruneta w krótkie szorty i koszule, który po chwili wstał z łózka i zaczął pakować rzeczy do chyba trzeciej zapakowanej walizki.
-Nawet nie wiesz jak dobrze.. -chłopak obrócił się i spojrzał na mnie swoimi słodkimi oczkami.
-Po co te walizki..? -ziewnęłam i postawiłam stópki na zimnej podłodze.
Popatrzyłam na chłopaka pytająco i rozciągnęłam się.
Usłyszałam piskliwy śmiech Louisa, który postawił walizkę obok dwóch wcześniej zapakowanych.
-Jak to.? Jedziemy do HollyGlands.!!! -ostatnie słowo wykrzyknął tak piskliwie, że zatkało mi uszy.
-Co.?! Dzisiaj.? -podeszłam obok chłopaka i założyłam szlafrok.
-No.. o 14 20 .. -posłał mi cwaniacki uśmieszek.
-Haha.. bardzo śmieszne.. -mruknęłam ironicznie.
Dzisiaj akurat nie miałam humoru na wygłupy.
-Klaudia.. ale ja nie żartuję.. -ton, z jakim to wypowiedział był niezwykle poważny..
-Louis...
-Klaudia..
-Louis.!!
-Taak.?? -chłopak spojrzał na mnie śmiesznie i zaczął się śmiać, po czym dał mi buziaka w policzek. -Ubieraj się bo mamy 3 godziny do wyjazdu.. -zaśmiał się złośliwie i wyszedł z pokoju.
„Zobaczymy... jak ja ci wypad na Alaskę zrobię w samych slipkach to będzie niespodzianka...” Pomyślałam, patrząc na drzwi, w których przed paroma sekundami stał brunet.
Spakowałam się w niecałą godzinę. Stałam gotowa w przedpokoju, poprawiając swoją fryzurę..
-Cześć koteczku.. to co, jedziemy.? -Louis podszedł obok mnie po buty i po drodze roztrzepał mi włosy.
-Louis... -syknęłam przez zęby.
-Nie -Louis.. nie lubię jak tak mówisz... Lepiej by było.. -chłopak spojrzał rozmarzony na sufit i po chwili dodał. -Lou.. Misiaczku, Kotku.. -zaczął wymieniać w nieskończoność.
-Kotku..-przerwałam mu jego wyliczanie przezwisk. -Mamy samolot za godzinę.. -stwierdziłam pokazując mu na zegarek.
-To jedziemy.. -dodał chłopak i wziął walizki do rąk, po czym zszedł na dół.
W kilka minut byliśmy już gotowi do drogi w aucie.
Zamieniłam się z Louisem miejscem, gdyż on siedząc za kółkiem zaczął śpiewać dziwną piosenkę, a do tego ruszał się w dziwny sposób... Wolałabym uniknąć skutków ubocznych.
Tak to chociaż siedział obok i tańczył, a ja spokojnie prowadziłam auto.
Na lotnisko dotarliśmy w 30 minut.
Szybko przeszliśmy przez bramki, a w naszym bagażu nie znaleźli żadnych podejrzanych rzeczy.. Uff..
Ostatnio gdy leciałam do Polski, to facet wywalił mi caaalutki bagaż do góry nogami, ponieważ stwierdził, że mam za duży dezodorant. Gdy już go wyciągnął to wyrzucił do kosza (przy mnie.!), a potem zostawił rozwalone rzeczy.. I jedź sobie z takimi wymiętymi ubraniami .. Pff... -.-
Lecieliśmy chyba 3 godziny. W drodze Lou zasnął i oparł się słodko o moje ramię. Aż mu zdjęcie zrobiłam, tak słodko wyglądał.

Na lotnisku w Holly byliśmy około 16.
Obudziłam chłopaka jakieś 15 minut przed wyjściem z samolotu.
Wychodząc z lotniska, złapaliśmy pierwszą lepszą taksówkę i zmierzaliśmy ruchliwymi uliczkami do mojego, przepraszam.. naszego domu w HollyGlands.
Nasz dom był na przedmieściach, dlatego też nie było aż tak dużego ruchu.
Przez całą drogę patrzyłam przez okno na okolice. Było tam slicznie, ale nie tak jak w Anglii lub w Polsce.
Ujrzałam duużą willę. Była przepiękna.. Nno taką to ja bym mogła mieć.. -pomyślałam śmiejac się pod nosem.
-Chciałabym taką mieć.. -pokazałam brunetowi dom, w który przez jakieś 5 minut byłam zapatrzona.
Louis spojrzał na mnie jak na idiotę. Zmarszczył brwi..
-No co.? -spojrzałam niewyraźnie na chłopaka.
-No to, że my tam będziemy mieszkać..
/Przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale nauka.. :// Postaram się częściej dodawać :* Przepraszam tez za brak weny..

wtorek, 23 kwietnia 2013

"Kiedy sen staje sie rzeczywistością cz.19"


19.Był cały czerwony, a jego policzki całe były mokre.
-Harry, ty płaczesz.? -powiedziałam zdziwiona i nie czekając na odpowiedź podeszłam do niego i mocno przytuliłam.
Dobra.. to on mnie objął.. Ale sorry.! Ja mam ledwo 168cm, a tu mi takie 178cm trzeba tulić.
Zaczął delikatnie muskać moje plecki i schował głowę w moje ramię, gdzie się wypłakał.
-Stary.. ona ma cała podkoszulkę mokrą przez ciebie.. -stwierdził Zayn, lekko unosząc prawą brew.
Harry wziął głowę, ale ja, jak małemu chłopczykowi ponownie przykułam głowę do mojego ramienia. Jak myślałam -chłopak wybuchł jeszcze większym płaczem.
-Zayn.. nie pomagasz.. -Natasza, przeczesała włosy mulata.
-Harry, co się stało.? Coś z rodziną.? -Louis zapytał swoim opiekuńczym głosikiem.
Loczek pokręcił przecząco głową.
-To z kim.? -pasiasty dalej dopytywał.
-Alicja.. -zdążył wypowiedzieć -Zraniłem ją... -wymamrotał loczek.
-Co.? Jak ją zraniłes.? O co chodzi.? -teraz to ja dopytywałam loczka.
Normalnie jak na przesłuchaniu jakimś..
-No właśnie.! Co się stało.? -Zayn uklęknął przed chłopakiem.
-Nno.. no bo jaaa... ja się zakochałem.!
-I o to beczysz.? -zmarszczyłam brwi i spojrzałam dziwnie na chłopaka.
-Nie...
-To o co.? -mruknęła Natasza, dosyć podirytowana.
-Modest kazał mi wrócić do Taylor.! -wykrzyknął chłopak.
-Staryy... -Louis zrobił „Facepalm” -Nawet nie mów, że się zgodziłeś..
-No..
-OMG... jaki debil.. -stuknęłam się w czoło.
-Wiem.. -mruknął loczek, załamany.
-Nie mazgaj się.! Zrób romantycznego coś.! Nie wiem.. jedź do niej, wyslij kwiaty.. To twoja działka.. -wstałam i zaczęłam śmiesznie gestykulować.
-Jadę do niej.!!! -wrzasnął i otarł łzy.
-Ale mogłeś ciszej wykrzyczeć swoją euforię.. -Lou spojrzał z wyrzutami sumienia na Harrego.
Ten tylko zmierzył go morderczym wzrokiem i poszedł po torbę.
-Ej no zwariowałeś chyba.. Prześpij się chociaż.. -Natasza spojrzała na chłopaka, a potem na resztę, zeby ja poparli.
Wszyscy pokiwaliśmy głowami, że pomysł Nataszy był dobry.
-Nie.. jadę do niej jeszcze dzisiaj.. -loczek zaczął ubierać kurtkę.
-Facet jakich mało.. -podeszłam do niego i przytuliłam go. -Uważaj na siebie.. Ale czekaj,! -pisnęłam przerażona.
-Hmm.? -Hazza popatrzył na mnie pytająco.
Wzięłam pierwszą, lepszą karteczkę i długopis i zaczęłam bazgrać coś po nim.
-Jak chcesz iść do restauracji, a chcesz poszpanować polskim to masz.. -podałam mu karteczkę. -Czytaj.!
-Dzien dobry... ŻyczĘ milego dnia.. […] -loczek zaczął czytać co mu napisałam.
Potem wytłumaczyłam mu co to znaczy i na wszelki wypadek napisałam mu tłumaczenie na kartce.
-Dziekujee.. -chłopak przeczytał z karteczki oto właśnie to słowo, po polsku.
-Masz tu.! Miałam w prawdzie jechać jutro do rodziców, ale masz.. -Natasza podała chłopakowi bilet do Polski. -Postaraj się, żeby przełożyli termin na dzisiaj, jak dadzą radę.. -posłała mu szeroki uśmiech..
-Kocham Cię.!! -pisnął Harry i przytulił do siebie mocno Nataszę.
-Nie mnie, tylko Alę.. -zaśmiała się brunetka.
Wszyscy pożegnaliśmy się z loczkiem i wróciliśmy do oglądania filmu.
-On jest szalony.. -powiedziałam i pokazałam na drzwi, w których przed jakimiś 15 minutami stał jeszcze Hazza.
-Tak jak my wszyscy.. -podsumował Zayn, swoim słodkim głosikiem.
Zaśmiałam się i wkułam wzrok w telewizor.
Było około północy, gdy poszłam położyć się spać.
Na szczęście każdy miał swoje łóżeczko.
Ledwo co położyłam głowę na poduszce, ktoś zapukał do drzwi..
-Wejdź..-mruknęłam lekko wkurzona, jednak po głosie nie dało się tego poznać.
-Klaudusiu... -usłyszałam słodki głos Louisa.
-Chcesz do mnie wbić.? Zapomnij.. -obróciłam głowę w drugą stronę.
Chłopak skoczył koło mnie i usiadł po turecku.
-Ale Klaudiaa...
-Zapomnij misiaczku.. -posłałam chłopakowi całusa i znowu walnęłam się na poduszkę.
-Jesteś wredna.. -Lou skrzyżował ręce i zrobił fochniętą mine.
-Ale tylko raz mnie kopnij... -w koncu pozwoliłam brunetowi ze mną spać.
-Kocham Cię.! -wykrzyknął piskliwie swoim słodkim głosikiem.
Po chwili już leżał obok mnie i rozepchał się na całego.
Uroczo...

-Lou.? -powiedziałam cicho.
-Hm.?
-Pojedziesz ze mną do Stanów.? -zapytałam niepewnie.
-Gdzie.? -chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie.
-Do Stanów.. HollyGlands.. -powiedziałam.
-Zobaczymy.. -walnął się na poduszkę.
-Louis.! -krzyknęłam, zabierając mu poduchę.
-Pojade, pojadę.. -ton, jakim wypowiedział to zdanie był trochę nie zapewniający.
-Na pewno.?
-Na pewno.. idź spać, bo będę kopał.. -mruknął i odwrócił się w druga stronę.
Taa.. wbił do mnie i teraz rozkazy będzie dawał...
Po chwili również i ja poszłam spac.

środa, 17 kwietnia 2013

"Kiedy sen staje się rzeczywistością cz.18"


18.Poszłam się przygotowywać do wyjścia.
Po godzinie byłam w całej gotowości.
-Powodzenia gwiazda.! -Louis uśmiechnął się do mnie, przytrzymując mi drzwi.-Uważaj.! To auto jest bezcenne...
-Mhmm.. Kocham cię.. -powiedziałam z nutką ironi i posłałam mu buziaka.
Zapięłam pasy i ruszyłam do wytwórni.
Stojąc w korkach przemyślałam nad tym pocałunkiem.
W sumie.. Ja go chybaa.... Nie nie nie.! Ja go nie kocham.! Skarciłam się w myślach.
Zapaliło się zielone światło, za bardzo przygazowałam …
Alboo... sama nie wiem czy go kocham -cały czas trułam w głowie tą myśl...

Na miejsce dotarłam w 30 minut.
Wyszłam z auta i... lekko przymknęłam oczy, krzywiąc się do tego.
Uj.. Za mocno rąbnęłam drzwiami. Louis to by zawał na miejscu miał..
Oj dobrze, że go tu nie ma..
Za wskazówkami Mike'a poszłam do pokoju, który mi wskazał.
Już miałam pukać, gdy nagle mój telefon zaczął dzwonić.
-Tak.? -powiedziałam niepewnie do słuchawki.
-I co.?? Podpisałaś.??? -usłyszałam głos Nataszy.
-Jeszcze nie weszłam.. -mruknęłam śmiesznie.
-A ja weszłam -powiedziała uradowana Natt.
-Przepraszam, co.? -zapytałam zdezorientowana.
-Ahh.. blondy...
-Cii... jestem inteligentna.. -przerwałam przyjaciółce. -Dobra, wracając do tematu... Gdzie weszłaś.??
-Do twojego domu...-powiedziała uradowana, jednak słysząc jak milcze przez chwilę w telefonie zaczęła tłumaczyć. -No bo.. wraz z Zaynem przyjechaliśmy z Kornwalii do was -dokończyła śmiejąc się.
-A..Aha! -krzyknęłam i zobaczyłam Mike'a kierującego się w moją stronę z jakimiś papierami. -Ej.. muszę kończyć.. -mruknęłam szybko i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
-O hej.! -powiedział chłopak.
-Cześć.. -uśmiechnęłam się.
-To co.? Podpisujemy.? -wyciągnął karteczkę.
-No.. -powiedziałam posyłając mu uśmiech i nachylając się nad kartką, żeby podpisać.
Nie minęło kilka sekund a na świstku widniał już mój podpis.
Chłopak od razu, gdy dokończyłam się podpisywać, uśmiechnął się szeroko.
-Witam nową gwiazdę.. -wystawił dłonie, żebym go przytuliła. -Od dziś będziemy razem współpracować... jestem twoim menadżerem od tej chwili.
-To fajnie.! -wykrzyknęłam i przytuliłam chłopaka, on zrobił to samo.
-Za trzy dni musisz jechać do HollyGlands, obok Hollywood, tam nagramy jakiś kawałek do wypromowania cię.. -blondyn puścił mnie z uścisku i popatrzył na mnie swoimi błękitnymi oczami, które przysłaniała jego blond włosa grzywka.
„UU.. Hollywood” -pomyślałam i na mojej twarzy zaczął błąkać się uśmiech.
-A mogę zabrać kilka osób.?? -zrobiłam słodkie oczka.
-Nie.. ale dla ciebie się zlituję... Możesz zabrać jedną osobę.. -powiedział niezbyt zadowolony Mike.
„Jednąą.??? Stary ja myślałam całą paczkę, ale dobra, zabiorę chociaż Lou” -pomyślałam.
Lou był dla mnie ważny.. ważniejszy niż wszyscy, czasami mnie to dziwiło.
-Okej.. dziękuję.! -wykrzyknęłam i znowu przytuliłam blondyna.
-Nno.. dosyć już tych uścisków.. jedź do domu. .twój narzeczony pewnie się doczekać nie może.. -powiedział śmiesznie Mike.
Zaśmiałam się i posłusznie puściłam chłopaka i udałam się w stronę mojego samochodu, cała w skowronkach.
Do domu dojechałam w dwie godziny.
Gdy weszłam, w pomieszczeniach panował spokój.. Tylko Louis siedział na tablecie, zapewne na Twitterze.
-Hej.! -powiedziałam wesoło i podbiegłam do niego od tyłu, dając mu buziaka w głowę.
-Podpisałam.!!! -wykrzyknęłam bawiac się jego włoskami.
-Niespodzianka.!!!!! -wykrzyknął uradowany Zayn, wyskakując z łazienki.
-Misiaczku.. wiedziałam, że jesteś u mnie w domciu.. -połaskotałam go po nosku. -Natt. Do mnie dzwoniła.
Chłopak zrobiła zawiedzioną mine i z wyrzutami spojrzał na Nataszę, która wychodziła z kuchni z jogurtem.
-Cześć.! -przywitała się i zmierzyła pytająco mulata
-hej.. -pomachałam jej i usiadłam na sofie obok Lou.
-Z kim piszesz.? -próbowałam zaglądnąć do tableta bruneta.
-Z nikim.. -Louis pocałował mnie szybko w policzek, żeby mu się nie oberwało.
- Jeden: zero dla mnie Kotku.. -mruknął słodko i zaśmiał się wrednie, swoim piskliwym głosikiem.
-Zobaczymy.. -posłałam mu groźne spojrzenie, jednak szybko wybuchłam śmiechem.
-Ulalala... romans.. -zaśmiała się Natasza.
-Taa.. -powiedziałam sarkastycznie i zaczęłam łaskotać przyjaciółkę.
-Ej.!! Wiecie co się zdarzyło w Kornwali.? -Zayn popatrzył na nas, jakby miał zaraz wybuchnąć entuzjazmem.
-Co.? - obydwie z Nataszą stanęłyśmy w bezruchu.
-Lou, powiemy im.? -mulat spojrzał na Louisa, odkładającego swoją zabawkę na stolik.
-Mhm.. -brunet uśmiechnął się śmiesznie.
-Nno bo.. Harry całował się z Alex.!!! -wykrzyknął patrząc jak zareaguję z przyjaciółką.
-Co.???!! -powiedziałyśmy równo.
-Nno.. -Louis poparł Zayna.
-Oni do siebie pasują, więc powinni być razem.. -Natasza usiadła prosto obok mnie.
-Dobrze, że są sami w Kornwalii -zaśmiał się podstępnie mulat.
-Może będę wujkiem.. -mruknął zamyślony Louis. Zrobiłam „facepalm” i popukałam go po głowie.
Posłał mi słodki uśmiech i przytulił mnie mocno.
[..]
Cały dzień spędziliśmy wesoło -jak zawsze.
Było około godziny 21, gdy ktoś wszedł smętnie do salonu.
Cała nasza czwórka obróciła się w stronę drzwi, akurat oglądaliśmy jakiś Horror.
Natt. Od razu skierowała się w stronę włącznika, aby zapalić światło.
Gdy blask oświetlił pomieszczenie, ujrzeliśmy loczka, który... / Przepraszam, ze tak długo nie dodawałam, ale wiecie.. nauka ;/ Dziękuję za komentarze :** Spróbuję dodawać szybciej następne rozdziały <33