bhgv

bhgv

niedziela, 8 grudnia 2013

"28 Kiedy sen staje się rzeczywistością"

28. Chłopak widząc, że się nie bronię, delikatnie podniósł kąciki ust do góry i mocniej mnie przytulił, nadal całując.
-Czasami po prostu za dużo mówisz.. -powiedział cicho z uśmiechem i popatrzył w moje tęczówki.
W odpowiedzi cicho się zaśmiałam i również spojrzałam na niego..
-Ej ale Louis.. a co z Elea.. -nie dokończyłam, bo poczułam palec Louisa na moich ustach..
-Ciiii.. No widzisz.. już zaczynasz.. -mruknął z uśmiechem, dalej trzymając palec na moich wargach, żebym czasem nie dokończyła - O nią się nie martw.. Pomyśl chociaż raz o sobie.. okej.? -zapytał, podnosząc delikatnie brwi.
-Mhm.. -wypowiedziałam, kiwając twierdząco głową. Brunet w tym samym momencie opuścił palec z moich ust i poczochrał moją grzywkę z uśmiechem, po czym znowu zaczął obdarowywać mnie pocałunkami.
Podniosłam się na palcach i również zaczęłam go delikatnie całować.
[...]
Wracaliśmy już z parku do mnie do domu.. Przy bramie wyjściowej spotkaliśmy św. Mikołaja.
-Hoł hoł hoł.!! Zakochańce dwa idą.!! -wykrzyknął rozweselony starszy pan.
Razem z Louisem zatrzymaliśmy się i przywitaliśmy go z uśmiechem. Lou mocniej ścisnął moją dłoń.
-Byliście grzeczni w tym roku.?
-Tak. -odpowiedzieliśmy równo ze śmiechem.
Siwowłosy mężczyzna wyciągnął ze swojego wielkiego worka garść cukierków i stary aparat.
-Proszę.. -rzekł cicho, dając nam do rąk po równej ilości cukierki. Teraz zajął się aparatem.. -Chodźcie do mnie.. -dodał uśmiechnięty i kazał nam się ustawić do zdjęcia.
Posłusznie wykonaliśmy jego polecenie i zrobiliśmy sobie z nim kilka zdjęć.
Mężczyzna wybrał jedno najładniejsze (oczywiście to, na którym on wygląda najlepiej) i wywołał je (chodzi mi o coś takiego jak jest w Kevinie xD) w dwóch kopiach.
-Prosze to dla ciebie.. -podał mi jedno zdjęcie. -A to dla ciebie.. -tą kopię podarował Louisowi.
-Dziękujemy - zaśmialiśmy się równo i machając brodatemu staruszkowi udaliśmy się w drogę do domu.
Po jakiś 15 minutach byliśmy już na miejscu.. Spakowałam szybko rzeczy do walizki i zostawiłam Nataszy list.
"Kochana, nie martw się o mnie.. Postanowiłam jechać do siebie do domu, nie będę wam przeszkadzać.. Dzięki za wszystko. P.S. Jakbyś coś chciała, to wiesz gdzie mnie szukać.. Zadzwonię, jak wyląduję w Holly. Przyleć do nas kiedyś .. Całuję, Maja xox"
Po czym położyłam go obok lustra w przedpokoju.
-Wszystko spakowane.? -zapytał chłopak, biorąc ostatnie walizki do ręki.
-Mhm.. -skwitowałam krótko, jednak po chwili przypomniałam sobie, że nie dałam prezentu przyjaciółce. W momencie, gdy chłopak wyszedł z domu krzyknęłam głośno.- Ej.! Nie jeszcze nie.!! Czekaj na mnie w samochodzie.
Chłopak westchnął ciężko i poszedł do samochodu. Ja natomiast położyłam dwa małe pudełeczka obok listu. Jeden dla Nat., drugi dla Nialla.
Spojrzałam jeszcze, czy wszystko wzięłam i zamknęłam drzwi od domu.
-Jestem. -powiedziałam z uśmiechem zapinając pasy. Chłopak uśmiechnął się w odpowiedzi i przekręcił kluczyk w stacyjce, po czym pojechaliśmy na lotnisko.
[...]
Na lotnisko dostaliśmy się o dziwo szybko. Louis podjechał na miejsce, obok którego stał Sam -przyjaciel bruneta. Miał on płynąć promem do Stanów i zabrać dodatkowo auto Louisa.
Następnie, gdy już zostawiliśmy Samowi pojazd skierowaliśmy się do bramek. Tam jak zawsze przywitał nas tłum ludzi.. Na szczęście mało osób prosiło o autografy i zdjecia, co ułatwiło nam przejście.
A miałam siedzieć wygodnie na fotelu i oglądać telewizję.!!
W ciągu 30 minut znaleźliśmy się na pokładzie.. O godzinie 18.45 wystartowaliśmy..
Oczywiście całą podróż spędziłam śpiąc na ramieniu chłopaka...

[22.50 HollyGlands. ]

-Moje nogi.!!!! -wykrzyknęłam rozpaczliwie, wchodząc do mieszkania. I w tym momencie mnie zatkało. -Louis.?
-Taa.. -chłopak objął mnie od tyłu, delikatnie muskając noskiem moja szyję.
-Nie pomyliliśmy mieszkań.?
-Nie.. Ja tak ozdobiłem.. -powiedział dumnie chłopak stając przede mną i robiąc znany ruch, a mianowicie wystawił ręce w bok i z wielkim uśmiechem wykrzyknął: -Niespodzianka!!!!
Spojrzałam na niego z uśmiechem i rozglądnęłam się jeszcze raz po pokoju..
Był śliczny.!! W życiu bym się nie spodziewała, że  facet tak potrafi ozdobić...

-Mam coś jeszcze dla ciebie... -powiedział o mało co nie tryskając energią i zaprowadził mnie do salonu, w którym było mnóstwo świeczek, a na stole były dwie filiżanki gorącej czekolady.. Najbardziej zdziwiła mnie rozścielana sofa, pokryta mnóstwem poduszek i aksamitną kołdrą.
-Kochanie.. Nie żeby coś, ale czy ty mi coś tym sugerujesz.? -zapytałam marszcząc brwi i pokazując palcem na sofę. Chłopak w odpowiedzi zaśmiał się cicho i podszedł do mnie.
-Niee.. Ona jest do siedzenia, ale wiesz, jak chcesz to..
-Nie dzięki, nie skorzystam. -od razu przerwałam chłopakowi.
-Spoko.. -zaśmiał się i wziął mnie na ręce, zanosząc na kanapę. Pisnęłam cicho i mocno chwyciłam sie jego koszulki.
Brunet usiadł na sofie i posadził mnie na swoich kolanach.
-Proszę.. -wziął do ręki kubek gorącej czekolady i podał mi go, a po chwili sam wziął do ręki drugi.
Siedzieliśmy i gadaliśmy tak przez jakieś 25 minut, gdy nagle ktoś przerwał NAM TĄ ROMANTYCZNĄ CHWILĘ.!!!
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu, od razu zeszłam z kolan chłopaka  a ten ciężko westchnął.
-Taa.. -nie dokończyłam, bo od razu przywitał mnie natłok informacji od Harrego.
-Słuchaj Maja, Ala jest w szpitalu, ja nie wiem co mam robić.. Jestem zupełnie sam, ona kazała mi nie mówić i wiem, że teraz mam przerąbane, ale błagam pomóż mi.!!!
-Ale Harry, w jakim szpitalu, co jej jest.?!!
- Ponoć złapała jakąś epidemie, nie wiem czy to jest ciężka choroba czy też nie, ale proszę cię wymyśl coś.!! -powiedział  błagalnym tonem loczek.
-Hazza spokojnie, coś wymyślę i dam ci jutro znać..  -odpowiedziałam szybko i rozłączyłam się.. -Lou.. mamy problem.. Alicja złapała jakąś epidemię, trzeba ją szybko przetransportować do Anglii...
-Czyli że..
-Tak.. jutro lecimy do Londynu..

Od autorki. Chcesz wiedzieć co dzieje się u Alicji i Harry'ego.? Odwiedź blog mojej koleżanki i przeczytaj.!!! http://imagin-otworz-droge-do-marzen.blogspot.com/2013_03_01_archive.html

2 komentarze: