bhgv

bhgv

czwartek, 10 lipca 2014

37. "Kiedy sen staje się rzeczywistością"

37. -Louis?! Co ty tu robisz? Kto cię tu wpuścił?! -zaczęłam gwałtownie obrzucać chłopaka różnymi pytaniami. Wstałam, jednak nie podeszłam bliżej. Oparłam ręce o fotel i patrzyłam w stronę chłopaka, który podszedł bliżej do mnie i zaczął oglądać kosmetyki porozwalane po całej toaletce.
-Nie jestem jakimś nieznajomym, żeby mnie nie wpuszczali. -powiedział ze spokojem w głosie i wziął do ręki tusz do rzęs, sprawdzając wygląd szczoteczki. Przez ten czas w ogóle na mnie nie spojrzał.
-Po co tu przyszedłeś? -skrzyżowałam ręce i zapytałam, unosząc brew i spoglądając na niego. Dopiero teraz zaczęłam się zastanawiać czemu to powiedziałam. Powinnam sie zapytać, czemu przyleciał do mnie aż z Barcelony.
Chłopak slyszac moje pytanie podniósł głowę i spojrzał na mnie, pierwszy raz od naszego emm.. spotkania? Tak to nazwę. Z jego oczu nie mogłam spostrzec żadnych emocji. Wymusił uśmiech.
-Nie pozwoliłaś mi dokończyć czegoś jak rozmawialiśmy przez telefon.
-Nie, po prostu nie miałam czasu rozmawiać.
-Nie, po prostu się wkurzyłaś.
Westchnęłam i przewróciłam oczami, opierając się o szklany blat stolika.
-I po to leciałeś tyle kilometrów, żeby mi to powiedzieć? - zapytałam retorycznie i spuściłam ręce przechylając głowę w bok.
-Nie, po prostu chciałbym pogadac na spokojnie z tobą. -powiedział, podchodząc do mnie i podnosząc mój podbródek, żebym spojrzała mu w oczy.
-Równie dobrze mogliśmy to zrobić przez telefon. -odpowiedziałam, przechylając glowę w bok.
Lou spojrzał na mnie niewyraźnie, jednak potem dodał:
-Ale chciałem cię zobaczyć.
-To mogliśmy przez Skype'a pogadać. -odrzekłam wzruszając ramionami.
Chłopak w odpowiedzi zaśmiał się.
-Jesteś niemożliwa.
-Tak jak i ty.
Poczułam jak opuszkami palców gładzi moje przedramię.
-No... nie cieszysz się, że mnie widzisz? Nie widziałem cię przez 4 miesiące przez tą cholerną trasę. - powiedział to zdanie z niezwykłą odwagą. Skąd moze wiedzieć czy tęskniłam? Pff..
Nie odpowiedziałam, tylko spuściłam głowę, żeby nie zobaczył mojego uśmiechu.
-Wiem,  ze tęskniłaś.. Haha, no chodź do Louiska..-powiedział ze śmiechem i zmienił ton na bardziej słodki.
Pokręciłam głową i zaczęłam się śmiać, po czym wtuliłam się w jego tors.  Po chwili szerokie ramiona mężczyzny mocno objęły moją dosyć szczupłą sylwetkę.
-Nawet nie wiesz jak bardzo cię nienawidzę -zaśmiałam się i podniosłam głowę, spoglądając w jego oczy.
-Też cie kocham.. -odpowiedział, składając na mich ustach szczery pocałunek.
Szczerze? Na prawdę jesteśmy jak stare, dobre małżeństwo.. Kłócimy się tyle samo co wygłupiamy. I za to się chyba kochamy.
-Już nie będziesz puszczać na mnie fochów? -zapytał brunet, chcąc się upewnić.
-..Nie obiecuje. -zaśmiałam się smyrając nosem jego mały zgrabny nosek.
Nasze czułości przerwał odgłos pukania do drzwi, co szybko pogorszyło humor Tomlinson'a.
-Jak to ten idiota to mu przyrąbie. -skomentował a usta ułożył w cienka linię.
Skarciłam chłopaka wzrokiem i krzyknęłam, że można wejść.
Gdy tylko ta osoba się ukazała Louis wypuścil ze świstem powietrze z ust i oparł się łokciem o lustro, a dłonią przeczesywał swoje jak zawsze idealnie ułożone włosy, udając obojętnego.
-Sory, że przeszkadzam, ale Majka, mam dla ciebie po pierwsze, wszystkie rzucone na scenę maskotki -pokazał na pudło leżące za drzwiami. -I... Louis możesz nas zostawić.
-Nie.  -ohh.. kto by mógł sie spodziewać innej odpowiedzi..
-Louis.... -wycedziłam przez zęby.
-No co? -podszedł do mnie, obejmując mnie w pasie. Nachylił się nad moich uchem -Przecież nie mamy przed soba żadnych tajemnic, prawda? -dodał, przygryzając płatek mojego ucha, co widac było, że nie podobało się Mike'owi.
Widząc, minę Mike'a, Louis zwycięsko spojrzał na niego i jeszcze obdarzając moją szyje kilkoma pocałunkami, odszedł, znowu bawiąc się duperelami, ktore leżały na toaletce.
-No trudno.. -wzdrygnął się Mike. -Potem chodź do mojego gabinetu, tam porozmawiamy, wiesz, jak bedziesz wolna.
-Oooj, wieczorem to ona będzie zajęta. -Louis nie przestawał dogryzać blondynowi. Otworzył szminkę i wysunął ją, sprawdzając jej kolor, następnie podniósł wzrok i spojrzał w lustro, a raczej odbicie drugiego chłopaka.
-Powiedziałem, jak będzie wolna. -widać było, że blondyn długo nie powstrzyma nerwów.
-Kochanie.. -brunet obrócił się w naszą stronę. -Nie wiem jak ty, ale my jesteśmy zajęci długo. DŁUGO. -powtórzył, gromiąc Mike'a wzrokiem.
Tomlinson, przesadziłeś.
Menadżer podniósł brwi, patrząc na mnie z uznaniem. Ej! To nie tak jak myślisz! Krzyknęłam w myślach.
-Dobra, niewazne..co mi z tego.. Tak poza tym to hej. Co ty tu robisz? Miło cię widzieć.-powiedział robiąc
sztuczny uśmiech. Louis uśmiechnął się sztucznie i pokiwal głową, ignorując go. -Wiesz, że Alicja i Natasza w następną trasę mają mieć z toba tak? -dodał Mike.
-Tak. -odpowiedziałam, marszcząc brwi. -I co w związku z tym?
-Sony przesłało nam ten list -pokazał mi biała kartkę na której było cos napisane. -Chcą, żebyście w połowie trasy dołączyły do zespołu One Direction.
-Co?! -krzyknęłam.
-No właśnie, co?!! -powtórzył Louis, w momencie włączając się do rozmowy...

poniedziałek, 7 lipca 2014

36 "Kiedy sen staje się rzeczywistością"

Przeprosiny.

Z samego początku chcę was strasznie przeprosić za to, że mnie aż tak długo nie było. jesteście tacy kochani, a ja was tak strasznie nie doceniam. Myślałam, że zapomnieliście o moim blogu i prawie nikt go już nie czyta, ale ostatnio tak z głupoty na niego weszłam i zobaczyłam jak dużo mam od was wiadomości typu "kiedy wrócisz?" "tęsknimy". Ba! A jak zobaczyłam ze codziennie ktoś wbija mi a bloga, sprawdzając czy coś dodałam to aż mi się głupio zrobiło, że was tak ignoruję. Z całego serca przepraszam i postaram się odnowić tego bloga.Ale z racji tego, że jest okres wakacyjny, rozdział będzie się ukazywał raz na tydzień, chyba, ze mi coś wypadnie to będzie co dwa tygodnie lub częściej, jak będę miała czas. Jeszcze raz chce was przeprosić i powiedzieć jak bardzo Was Kocham ♥

36. Siedziałam w jasno oświetlonej garderobie, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. Jasne włosy skręcone w sprężynki, swobodnie opadały na ramiona. Czerwoną szminką maznęłam usta i wydymałam je, sprawdzając, czy wszystko jest okej. 
-Gotowa księżniczko? -zapytał Mike, lustrując mnie uważnie wzrokiem. Zaśmiałam się i wstałam z aksamitnego fotela podchodząc do niego.
-Tak, a wszystko jest zapięte na ostatni guzik, mój menadżerze? -odrzekłam uśmiechając się szeroko i poprawiłam swoje czarne body.
-No ślicznie wyglądasz -zaśmiał się blondyn po czym szybko chwycił za jasnoróżowego tulipana, który był w szklanym wazonie pełnym tych samych kwiatów. -To dla ciebie. -Dodał, puszczając mi oczko.
Spojrzałam zaskoczona na przyjaciela i wzięłam od niego podarunek, wąchając go. Przymknęłam oczy i uśmiechnęłam się zaciągając się tym miłym, delikatnym zapachem.
-Dziękuję - powiedziałam uśmiechając się w stronę Mike'a  i podałam kwiatek swojej stylistce, prosząc, aby włożyła go do wazonu.
Nagle poczułam ciepłą dłoń na swoich biodrach, która przyspieszyła moje tempo.
-Za minute wchodzisz!! -krzyknął Paul, odrywając mnie od Mike'a i prowadząc w stronę wyjścia.
Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo już po chwili stałam na białym krzyżyku.
-Three!! Twoo!! One!! Let's start!! -usłyszałam i poczułam jak coś otwiera się pod moją głową. Podpierając się ręką o jedno biodro i dumnie wpatrując się przed siebie wyjechałam na lekko oświetlona scenę.
Mimo tego, że na uszach miałam słuchawki, dobrze słyszałam pisk fanów. Uśmiechnęłam się delikatnie i zaczęłam się z nimi witać.
-Dobry wieczór Rio!!! -krzyknęłam do tłumu, który na moje słowa zaczął skakać i jeszcze bardziej piszczeć.
Zaśmiałam sie i widząc wchodzące tancerki zaczęłam tańczyć odpowiedni układ, zaczynając zwrotkę piosenki.
Czas mijał szybko, a zabawa wcale nie miała zamiaru się kończyć.
Teraz czas na cover Beyonce -Halo.  Kochałam ta piosenkę i to własnie ją wybrałam na mój własny cover..
Zaczęłam śpiewać a scena zrobiła się ciemna, a po chwili zobaczyłam jak prawie wszyscy fani machają niebieskimi światełkami.
Spojrzałam na Mike'a, który stał przy barierkach i pokazywał mi, żebym ściagnęła słuchawki. Zmarszczyłam brwi i posłusznie ściągnęłam z uszu słuchawki.. I w tym momencie mnie zatkało.. Nigdy wcześniej nie słyszałam, żeby wszyscy tak sie zgrywali. Z wrażenia przestałam śpiewać i usmiechnęłam się szeroko, a fani dalej kontynuowali piosenkę.
-Dziękuje wam. -powiedziałam na końcu, ze łzami w czach. -Dziękuję wam z całego serca. Jesteście kochani. Nie macie pojęcia jak bardzo was kocham!! -krzyknęłam, a gdy skończyłam jakże to swoją długa przemowę usłyszałam krzyki i oklaski.
Jeszcze raz im pomachałam i poczułam jak podstawa zniża się na dół. Podskoczyłam, żeby jeszcze raz im pomachać i posłałam im całusa, po czym zniknęłam, a konstrukcja sie zamknęła.
-Byłaś wspaniała!! -krzyknęli równo wszyscy i podeszli do mnie, przytulając mnie.
Zaśmiałam się i podziękowałam wszystkim za wspaniałą współprace i udałam się do garderoby. Po drodze spotkałam Kate, która podała mi telefon. Nacisnęłam na ekran i zobaczyłam 14 nieodebranych połączeń od Louis'a. Zignorowałam to i weszłam do garderoby siadając na krześle i zdejmując kolczyki.
Nagle zobaczyłam jak ktoś porusza się obok ściany.
-Czemu nie odbierasz? -zapytał dobrze znajomy głos. Podniosłam brwi i gwałtownie się odwrociłam...