bhgv

bhgv

sobota, 12 kwietnia 2014

"35. Kiedy sen staje się rzeczywistością"

35. Staliśmy w małym oszklonym pomieszczeniu, które akurat zatrzymało się na samej górze.
-Kocham Cię, wiesz? -powiedział cicho chłopak, podchodząc do mnie od tyłu i opierając podbródek na moim ramieniu.
Spojrzałam na bruneta i zaśmiałam się cicho.
-Ja ciebie bardziej. -odpowiedziałam ściskając jego luźno opuszczone dłonie.
Poczułam jak jego sylwetka zatrzęsła sie ze śmiechu. Obróciłam głowę i spojrzałam na niego, a on posłał mi uroczy uśmiech i zgiął się, następnie skradając mi buziaka. Ścisnął mnie w pasie i na chwilę otworzył oczy, patrząc na mnie, a następnie uśmiechnął się delikatnie dalej mnie całując.
Tą romantyczną chwilę przerwał dźwięk mojego telefonu. Westchnęłam cicho i włożyłam rękę do kieszeni, próbując wyciągnąć telefon, jednak chłopak chwycił moją dłoń i wyciągnął ją z kieszeni.
-Nie teraz.. -przerwał pocałunek i szepnął cicho, następnie kontynuując wcześniejsze zajęcie.
Posłuchałam go, jednak za niecałą minutę ktoś znowu zaczął sie do mnie dobijać.
-Przepraszam.. -powiedziałam odsuwając się od mężczyzny i wyciągając wibrujące urządzenie.
-Tak Mike co chcesz? -zapytałam cicho, na co Louis podniósł brwi,po chwili je marszcząc i mówiąc bezgłośnie "serio?".. Obrócił się na jednej pięcie i obrażony zaczął "podziwiać" nocny krajobraz Londynu.
-Hej jutro masz próbę w studiu w Londynie.. Będziesz? -zapytał radośnie blondyn, czekając aż odezwę sie do niego.
-Tak.. -odpowiedziałam twierdząco kiwając głową. -Jutro 12? -powtarzałam słowa Mike'a i patrzyłam w białą podłogę. -Okej dzięki, to do zobaczenia, pa pa.. -skończyłam i wcisnęłam czerwoną słuchawkę.
-To do ziobacienia pa pa... -usłyszałam jak Louis przedrzeźnia mój głos i robi scenki, lewa ręka w roli Mike'a, prawa w mojej ..  Uniosłam jedną brew i zablokowałam telefon.
-Już? Koniec? Uspokoiłeś się? Wszystko okej? -zapytałam retorycznie, zbliżając się do Tomlinson'a.
-Nie! Nic nie jest okej! -krzyknął chłopak, gwałtownie obracając się w moją stronę, na co cofnęłam się dwa kroki. -Musisz się z nim spotykać?! -zapytał a raczej wrzasnął.
-Tak bo jest moim menadżerem!! -odpowiedziałam tym samym tonem głosu co on.
-A może łączy was coś więcej niż praca? -chłopak momentalnie zbliżył się do mnie bardzo blisko, że moja klatka piersiowa stykała się z jego torsem i podniósł brwi, oczekując szybkiej i prostej odpowiedzi.
-Ty zgłupiałeś?! -zapytałam marszcząc brwi i patrząc na niego niewyraźnie. -Jesteś cholernie zazdrosny! Mam tego dosyć! Może mam zatrudnić menadżerkę?!! A ty jak do 12 w nocy siedzisz w studiu to wszystko jest okej?!! A może jesteś gejem i się umawiasz ze swoim menadżerem?!! -wypaliłam wkurzona całą sytuacją, jednak szybko chciałam cofnąć to co powiedziałam.
Louis spojrzał na mnie i zakrył twarz w dłoniach śmiejąc się cicho..
-Chodzę z tobą to jak mogę być gejem? -zapytał, unosząc brew do góry i patrząc na mnie.
-To nie wyklucza, że jesteś bi!!
-Nie jestem bi..  -odpowiedział śmiejąc się i przybliżył się do mnie, przytulając do swojego torsu. -I własnie dlatego lubię się z tobą kłócić.. Zawsze coś zrobisz, że mój humor się polepszy..
-To nie wyklucza tego, że jestem na ciebie.. -nie dokończyłam, bo chłopak mocniej wtulił moją twarz w swój tors, tak, że nie mogłam nic powiedzieć.
-Już... Spokojnie.. Są walentynki.. Dobra Przepraszam, ale nienawidzę tego typka.. I jestem zazdrosny o każdego kto sie do ciebie przymila.. Nie chcę cie stracić.. -powiedział cienkim głosem mężczyzna i pocałował mnie w czubek głowy.
Nie zdążyłam już nic odpowiedzieć, bo kolejka zatrzymała sie na dole i wyszliśmy z niej, wpuszczając następnych ludzi.
Do domu poszliśmy dłuższą drogą, przez park, obok jeziora i ogólnie omijając miasto..
Weszliśmy do domu a Louis od razu uśmiechnął się jakby zaraz miał wybuchnąć euforią.
-IIiiii... Teraz ten tekst..! -powiedział cicho chłopak sam do siebie, czego ja nie usłyszałam tylko oparłam się cała zmordowana o półkę w holu.
-Moje nogi!! -krzyknęłam pretensjonalnie, po chwili spoglądając na bruneta, który przedrzeźniał mnie. -A tobie co?
-Nic misiu.. Zawsze to powtarzasz.. -odpowiedział śmiejąc się i miziając mnie po nosku.
-To nie było śmieszne.. -mruknęłam wystawiając język w stronę chłopaka.
-To po co nosisz szpilki? -zapytał biorąc mnie szybko na ręce, na wskutek czego pisnęłam. On zaśmiał się tylko i bardziej zacisnął dłonie na mojej sylwetce i skierował się w stronę sypialni.
-Co ty robisz? -zapytałam śmiejąc się cicho.
-Sama zobaczysz.. -mruknął cicho i puścił jedną rękę, szukając klamki. Gdy poczuł okrągły przedmiot od razu go przekręcił i wszedł ze mną do pokoju, nogą zamykając drzwi.
Brunet powoli i ostrożnie położył mnie na łóżku. Zmarszczyłam brwi patrząc na niego.
-Louis.. -powiedziałam cicho, przymykając oczy, czując jak chłopak pocałunkami obdarowuje moją szyję.
-Cii.. Nie teraz.. -powiedział cicho, nie przerywając czynności.
Przewróciłam oczami, jednak po chwili westchnęłam cicho, czując jak przez moje ciało przechodzi przyjemny dreszcz. Chłopak zadowolony z efektów, niepewnie wsunął dłoń pod moją koszulkę..
-Miśki!!!!!! Gdzie jesteście?!! -usłyszałam krzyk Nataszy. Co ona tu do cholery robi?!!
Wystraszona bez żadnego ostrzeżenia pchnęłam chłopaka na ziemię, po czym usłyszałam jego głośny pisk. W momencie wstałam i podeszłam do niego, widząc jak się zwija z bólu.
-Następnym razem jak będziesz chciała mnie zabić.. Powiedz. -mruknął masując swoje żebra.
-Przepraszam.. Ne chciałam żeby było tak..  gwałtownie.. -odpowiedziałam powstrzymując śmiech.
-Widzę to.. -mruknął, zauważając mój uśmiech, a następnie chwycił moją dłoń i wstał. -Zobaczymy następnym razem..
W odpowiedzi posłałam mu buziaka i ścisnęłam jego dłoń, wychodząc z pokoju.
-Tu jesteście! -od razu usłyszałam głos przyjaciółki.
-Co wy tu robicie? -zapytał jeszcze dochodzący do siebie Louis, masując nadal swoje żebra.
-No jak to co? Dzisiaj walentynki! Trzeba sie bawić! Mamy chipsy i film! -Niall uradowany podał brunetowi małe pudełeczko. Chłopak podniósł brwi i zmierzył go morderczo spojrzeniem.
-No właśnie.. Walentynki.. Tylko dwie osoby. -uświadomił blondyna po chwili.
-Czyżbyśmy wam coś przerwali? -zapytał spoglądając na Nat. a nastepnie na nas podnosząc brwi.
Obydwoje spojrzeliśmy p osobie i zasmialiśmy się cicho. Spuściłam głowę czując jak się rumienię.
-Nie Niall to nie o to..
-Dobra dobra.. Już się nie tłumacz.. Trzeba było napisać.. -przerwał mu chłopak i rozbawiony zaczął mu dawać lekcje.
-Idiota.. -stwierdziła dziewczyna nastepnie biorac mnie pod rękę. -Jak było? -zapytała z zabójczym uśmiechem.
-Natka! -krzyknęłam podnosząc brwi.
-No już.. dobra.. Chodźmy lepiej oglądać ten film.. -odpowiedziała rozbawiona i przytuliła mnie mocno, schodząc na dół.
5 minut później chłopcy włączali film a ja z przyjaciółką szykowałyśmy przekąski.
-Możemy już? -zapytała Natasza patrząc na dwójkę.
-Tak chodźcie!! -odpowiedział z salonu Louis. Obydwie skierowałyśmy się z czterema talerzami do nich. Jak wiadomo Niall z Natasza miski i talerze dali najbliżej siebie.. To jest para..
Ja usiadłam przed Louisem opierając się o jego tors. Ten uśmiechnął się delikatnie i przytulił mnie do siebie.
-Miało być troszke inaczej.. -mruknął mi do ucha śmiejąc sie cicho.
-Jest idealnie.. -odpowiedziałam patrząc mu w oczy rozbawiona. On tylko zaśmiał się cicho i pocałował mnie, nastepnie opierając sie z powrotem o oparcie.
-Patrzcie kto idzie! -krzyknęłam, widząc idącego do mnie pieska. Wzięłam go na kolanka i zaczęłam głaskać po puszystej sierści. Jak przewidywałam, maleństwo po chwili rozwaliło się na moich kolanach, czekając na dalsze czułości.. Zaśmiałam się cicho i dalej rozpieszczając mojego pieska oglądałam z resztą film.
Cały wieczór spędziliśmy razem w piątkę..