20.
Rano obudziłam się ściśnięta przez ręce Louisa.
-Lou..
-niestety musiałam go obudzić..
-Taaa.??
-jego głos był niezwykle trzeźwiejszy niż mój.
-Dobrze
się czujesz.? -podniosłam głowę i ujrzałam już ubranego bruneta
w krótkie szorty i koszule, który po chwili wstał z łózka i
zaczął pakować rzeczy do chyba trzeciej zapakowanej walizki.
-Nawet
nie wiesz jak dobrze.. -chłopak obrócił się i spojrzał na mnie
swoimi słodkimi oczkami.
-Po
co te walizki..? -ziewnęłam i postawiłam stópki na zimnej
podłodze.
Popatrzyłam
na chłopaka pytająco i rozciągnęłam się.
Usłyszałam
piskliwy śmiech Louisa, który postawił walizkę obok dwóch
wcześniej zapakowanych.
-Jak
to.? Jedziemy do HollyGlands.!!! -ostatnie słowo wykrzyknął tak
piskliwie, że zatkało mi uszy.
-Co.?!
Dzisiaj.? -podeszłam obok chłopaka i założyłam szlafrok.
-No..
o 14 20 .. -posłał mi cwaniacki uśmieszek.
-Haha..
bardzo śmieszne.. -mruknęłam ironicznie.
Dzisiaj
akurat nie miałam humoru na wygłupy.
-Klaudia..
ale ja nie żartuję.. -ton, z jakim to wypowiedział był niezwykle
poważny..
-Louis...
-Klaudia..
-Louis.!!
-Taak.??
-chłopak spojrzał na mnie śmiesznie i zaczął się śmiać, po
czym dał mi buziaka w policzek. -Ubieraj się bo mamy 3 godziny do
wyjazdu.. -zaśmiał się złośliwie i wyszedł z pokoju.
„Zobaczymy...
jak ja ci wypad na Alaskę zrobię w samych slipkach to będzie
niespodzianka...” Pomyślałam, patrząc na drzwi, w których przed
paroma sekundami stał brunet.
Spakowałam
się w niecałą godzinę. Stałam gotowa w przedpokoju, poprawiając
swoją fryzurę..
-Cześć
koteczku.. to co, jedziemy.? -Louis podszedł obok mnie po buty i po
drodze roztrzepał mi włosy.
-Louis...
-syknęłam przez zęby.
-Nie
-Louis.. nie lubię jak tak mówisz... Lepiej by było.. -chłopak
spojrzał rozmarzony na sufit i po chwili dodał. -Lou.. Misiaczku,
Kotku.. -zaczął wymieniać w nieskończoność.
-Kotku..-przerwałam
mu jego wyliczanie przezwisk. -Mamy samolot za godzinę..
-stwierdziłam pokazując mu na zegarek.
-To
jedziemy.. -dodał chłopak i wziął walizki do rąk, po czym zszedł
na dół.
W
kilka minut byliśmy już gotowi do drogi w aucie.
Zamieniłam
się z Louisem miejscem, gdyż on siedząc za kółkiem zaczął
śpiewać dziwną piosenkę, a do tego ruszał się w dziwny
sposób... Wolałabym uniknąć skutków ubocznych.
Na
lotnisko dotarliśmy w 30 minut.
Szybko
przeszliśmy przez bramki, a w naszym bagażu nie znaleźli żadnych
podejrzanych rzeczy.. Uff..
Ostatnio
gdy leciałam do Polski, to facet wywalił mi caaalutki bagaż do
góry nogami, ponieważ stwierdził, że mam za duży dezodorant. Gdy
już go wyciągnął to wyrzucił do kosza (przy mnie.!), a potem
zostawił rozwalone rzeczy.. I jedź sobie z takimi wymiętymi
ubraniami .. Pff... -.-
Lecieliśmy
chyba 3 godziny. W drodze Lou zasnął i oparł się słodko o moje
ramię. Aż mu zdjęcie zrobiłam, tak słodko wyglądał.
Na
lotnisku w Holly byliśmy około 16.
Obudziłam
chłopaka jakieś 15 minut przed wyjściem z samolotu.
Wychodząc
z lotniska, złapaliśmy pierwszą lepszą taksówkę i zmierzaliśmy
ruchliwymi uliczkami do mojego, przepraszam.. naszego domu w
HollyGlands.
Nasz
dom był na przedmieściach, dlatego też nie było aż tak dużego
ruchu.
Przez
całą drogę patrzyłam przez okno na okolice. Było tam slicznie,
ale nie tak jak w Anglii lub w Polsce.
Ujrzałam
duużą willę. Była przepiękna.. Nno taką to ja bym mogła mieć..
-pomyślałam śmiejac się pod nosem.
-Chciałabym
taką mieć.. -pokazałam brunetowi dom, w który przez jakieś 5
minut byłam zapatrzona.
Louis
spojrzał na mnie jak na idiotę. Zmarszczył brwi..
-No
co.? -spojrzałam niewyraźnie na chłopaka.
-No
to, że my tam będziemy mieszkać..
/Przepraszam,
że tak długo nie dodawałam, ale nauka.. :// Postaram się częściej
dodawać :* Przepraszam tez za brak weny..
