bhgv

bhgv

wtorek, 7 maja 2013

"Kiedy sen staje się rzeczywistością cz.20"


20. Rano obudziłam się ściśnięta przez ręce Louisa.
-Lou.. -niestety musiałam go obudzić..
-Taaa.?? -jego głos był niezwykle trzeźwiejszy niż mój.
-Dobrze się czujesz.? -podniosłam głowę i ujrzałam już ubranego bruneta w krótkie szorty i koszule, który po chwili wstał z łózka i zaczął pakować rzeczy do chyba trzeciej zapakowanej walizki.
-Nawet nie wiesz jak dobrze.. -chłopak obrócił się i spojrzał na mnie swoimi słodkimi oczkami.
-Po co te walizki..? -ziewnęłam i postawiłam stópki na zimnej podłodze.
Popatrzyłam na chłopaka pytająco i rozciągnęłam się.
Usłyszałam piskliwy śmiech Louisa, który postawił walizkę obok dwóch wcześniej zapakowanych.
-Jak to.? Jedziemy do HollyGlands.!!! -ostatnie słowo wykrzyknął tak piskliwie, że zatkało mi uszy.
-Co.?! Dzisiaj.? -podeszłam obok chłopaka i założyłam szlafrok.
-No.. o 14 20 .. -posłał mi cwaniacki uśmieszek.
-Haha.. bardzo śmieszne.. -mruknęłam ironicznie.
Dzisiaj akurat nie miałam humoru na wygłupy.
-Klaudia.. ale ja nie żartuję.. -ton, z jakim to wypowiedział był niezwykle poważny..
-Louis...
-Klaudia..
-Louis.!!
-Taak.?? -chłopak spojrzał na mnie śmiesznie i zaczął się śmiać, po czym dał mi buziaka w policzek. -Ubieraj się bo mamy 3 godziny do wyjazdu.. -zaśmiał się złośliwie i wyszedł z pokoju.
„Zobaczymy... jak ja ci wypad na Alaskę zrobię w samych slipkach to będzie niespodzianka...” Pomyślałam, patrząc na drzwi, w których przed paroma sekundami stał brunet.
Spakowałam się w niecałą godzinę. Stałam gotowa w przedpokoju, poprawiając swoją fryzurę..
-Cześć koteczku.. to co, jedziemy.? -Louis podszedł obok mnie po buty i po drodze roztrzepał mi włosy.
-Louis... -syknęłam przez zęby.
-Nie -Louis.. nie lubię jak tak mówisz... Lepiej by było.. -chłopak spojrzał rozmarzony na sufit i po chwili dodał. -Lou.. Misiaczku, Kotku.. -zaczął wymieniać w nieskończoność.
-Kotku..-przerwałam mu jego wyliczanie przezwisk. -Mamy samolot za godzinę.. -stwierdziłam pokazując mu na zegarek.
-To jedziemy.. -dodał chłopak i wziął walizki do rąk, po czym zszedł na dół.
W kilka minut byliśmy już gotowi do drogi w aucie.
Zamieniłam się z Louisem miejscem, gdyż on siedząc za kółkiem zaczął śpiewać dziwną piosenkę, a do tego ruszał się w dziwny sposób... Wolałabym uniknąć skutków ubocznych.
Tak to chociaż siedział obok i tańczył, a ja spokojnie prowadziłam auto.
Na lotnisko dotarliśmy w 30 minut.
Szybko przeszliśmy przez bramki, a w naszym bagażu nie znaleźli żadnych podejrzanych rzeczy.. Uff..
Ostatnio gdy leciałam do Polski, to facet wywalił mi caaalutki bagaż do góry nogami, ponieważ stwierdził, że mam za duży dezodorant. Gdy już go wyciągnął to wyrzucił do kosza (przy mnie.!), a potem zostawił rozwalone rzeczy.. I jedź sobie z takimi wymiętymi ubraniami .. Pff... -.-
Lecieliśmy chyba 3 godziny. W drodze Lou zasnął i oparł się słodko o moje ramię. Aż mu zdjęcie zrobiłam, tak słodko wyglądał.

Na lotnisku w Holly byliśmy około 16.
Obudziłam chłopaka jakieś 15 minut przed wyjściem z samolotu.
Wychodząc z lotniska, złapaliśmy pierwszą lepszą taksówkę i zmierzaliśmy ruchliwymi uliczkami do mojego, przepraszam.. naszego domu w HollyGlands.
Nasz dom był na przedmieściach, dlatego też nie było aż tak dużego ruchu.
Przez całą drogę patrzyłam przez okno na okolice. Było tam slicznie, ale nie tak jak w Anglii lub w Polsce.
Ujrzałam duużą willę. Była przepiękna.. Nno taką to ja bym mogła mieć.. -pomyślałam śmiejac się pod nosem.
-Chciałabym taką mieć.. -pokazałam brunetowi dom, w który przez jakieś 5 minut byłam zapatrzona.
Louis spojrzał na mnie jak na idiotę. Zmarszczył brwi..
-No co.? -spojrzałam niewyraźnie na chłopaka.
-No to, że my tam będziemy mieszkać..
/Przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale nauka.. :// Postaram się częściej dodawać :* Przepraszam tez za brak weny..